czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 1 - Alex

,,Lekkomyślnie poszukiwałam czegoś.
W tamtych czasach akceptowałam popełnianie błędów.
Wiem, że zwykłam się ośmieszać,
Ale chciałam tylko biec naprzód, niczego nie żałując.
Mogłam ufać tylko sobie.
Przyjaciele nie byli mi potrzebni...*'' - tak było kiedyś... zanim pojechałam do Japonii.


Idąc ulicami olbrzymiego i malowniczego Tokio lubię przyglądać się codziennym życiu Japończyków. Odkąd pamiętam uważałam, że najpiękniejsze zdjęcia to te, które przedstawiają żywot ludzki, gdyż jest on nam najbliższy. Stają się one wtedy prawdziwsze i ukazują najważniejszą wartość: obecność w świecie. Moje oczy zauważyły małą dziewczynkę. Stała przy szybie niewielkiego sklepiku z lizakami. Dopiero gdy stawała na palcach mogła ujrzeć, jakie kolorowe, chwilowe szczęście znajduje się za tą gablotą. W ciągu sekundy wybrała odpowiednią słodycz. Lewą ręką wskazywała dany przedmiot, a prawą ciągnęła skrawek kurtki swej babci. Pstryk! Już ta rozczulająca chwila była w pamięci mojego aparatu. Zawsze mam go przy sobie, w końcu z zawodu jestem fotografem. Znaczy... aktualnie poszukuję jakiejś stałej pracy. Przypominając sobie o tym, ciężko westchnęłam. Po całym dniu szukania posady nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Rozejrzałam się za odpowiednim miejscem na zasłużony relaks. Niedaleko stało kilka samotnych ławek, lecz gdy zimny wiatr opatulił mnie, zrezygnowałam z tej decyzji. Skierowałam się do pierwszej najbliższej kawiarni na filiżankę gorącej herbaty z nutką cytryny. Ze szczęścia aż liczyłam ile kroków pozostało do celu. Zerknęłam na nazwę kafejki - ,, Kawaii Cafe". Jakie tandetne miano, boje się, że spotkam tam hordę piskliwych, niedojrzałych gimnazjalistek, a kelnerki ubrane w stroje pokojówek przynosić mi będą stosiki malutkich, kolorowych cukierków. Gdy otworzyłam drzwi na moją twarz buchnęło gorące powietrze. Wbrew moim podejrzeniom w skromnym pomieszczeniu panowała spokojna i przyjazna atmosfera. Ciepłe kolory ścian świetnie dopasowały się do drewnianych mebli. Do uszu napływała łagodna melodia, która pomagała nielicznym gościom się odprężyć. Rozpoczęłam poszukiwania za miejscem. Przede mną znajdowała się niewielka lada z kilkoma siedzeniami, z lewej o bok wnętrza opierały się skórzane kanapy, a przy oknie umiejscowiono parę niewinnych stoliczków z krzesłami. Na jednych z tych ostatnich spoczęły dwie starsze panie, które donośnie plotkowały. Zdecydowałam się klapnąć przy szybie z wielkim logo kawiarni. Odłożyłam swój bagaż i płynnym ruchem chwyciłam menu. Rzucałam okiem to na jedną propozycję, to na drugą. Mój wzrok przykuła filiżanka herbaty, o której marzyłam. Bez zawahania zgodziłam się na ten pomysł. Położyłam kartę na miejsce i spojrzałam na miejski krajobraz. Mimo, iż nastała już wiosna na dworze nadal trzymał się chłodny wiatr. Dla tutejszych mieszkańców nie był to problem, ulica przepełniona była spieszących się ludzi do pracy lub na zakupy. Chwilę przyglądałam się jeszcze temu, lecz później zorientowałam się, że przy mnie ktoś stoi. Była to niższa ode mnie blondynka. Jej strój był elegancki: średniej długości, czarna spódnica, wysokie szpilki oraz biała koszula ze zwiniętymi do łokci rękawami. Podkreślało to atmosferę panującą w kafejce. Miała lekko widoczne rysy oraz dość duże, błękitne oczy. Po jej urodzie można stwierdzić, że nie jest Japonką, a przynajmniej nie czystej krwi. Nie patrząc na mnie, nerwowo uderzała rysikiem długopisu o notatnik w jej ręce i czekała na moją odpowiedź:
- Dzień dobry, poproszę herbatę.
- OK – Rzuciła, obróciła się na pięcie i odeszła. Nie było to zachowanie odpowiednie w stosunku do klienta. Na szczęście ja nie miałam sił by się wykłócać, więc doszłam do wniosku, że pewnie dziewczyna marzy o wygodnym fotelu i miłym czytadełku. Z mych ciemnych jeansów wyjęłam telefon. Tao nie wysłał mi nadal żadnych wiadomości w sprawie zdjęć. Najgorsza w takich chwilach jest ta niepewność. Nie wiesz, czy powinnaś się na chwilę zatrzymać, czy może jak najszybciej przeć do przodu. Odłożyłam urządzenie zrezygnowana i wygodnie oparłam się o krzesło. Rozmyślałam na temat swojego aktualnego miejsca zamieszkania. Muszę znaleźć jakieś inne lokum, bo nie będę wiecznie żyć na koszt Tao. Jak ja mu się odwdzięczę? Niby zrobiłam dla niego ten album, ale to nie równa się z tym, co on zrobił dla mnie. Nagle myślami przeniosłam się do mojego rodzinnego domu. Jest on tak daleko, czy radzą sobie tam beze mnie? W ciągu sekundy wróciłam na ziemię, gdyż poczułam parzący ból na prawym udzie. Natychmiast podniosłam się, przewracając z hukiem delikatne krzesło. Rozgniewana spojrzała na bolącą nogę, by rozpoznać przyczynę dolegliwości. Na mych nowych jeansach spostrzegłam obszerną plamę, a na stole chwiała się to w jedną to w drugą stronę pusta filiżanka. Zostałam oblana gorącą herbatą! Wrogo zerknęłam na stojącą przy mnie kelnerkę, zgarnęłam garść serwetek i zaczęłam wycierać brud:
- Ja pier... znaczy, przepraszam panią bardzo, ja... Alex? - Zaskoczona luknęłam na kobietę. Skąd ona zna moje imię? Starałam się w głębi mojego pamięci odnaleźć jej twarz: różana cera, łagodnie zaostrzone rysy, krystalicznie błękitne paczadełka, długie, cienkie, proste, blond włosy i ten obfity biust. Z jej buzi nie schodził uśmiech, czekała na moją reakcje. Nadal jak idiotka patrzyłam na nią, nie mogąc sobie jej przypomnieć. Wtedy zrobiła coś zupełnie niespodziewanego -wyciągnęła w moją stronę mały palec:
- Pamiętasz? - Poczułam się jakby piorun we mnie uderzył. Ten niewinny gest wszystko mi odtworzył . Pamiętny dzień - 9 czerwiec, plac zabaw, 2 klasa podstawówki, obietnica na paluszki. Poczułam jak łezka kręci mi się w oku, lecz to nie była odpowiednia chwila na płacz. Zapomniałam już o piekącym bólu, o niemiłym incydencie, o moich problemach. Jedynie co chciałam wtedy zrobić, to uścisnąć moją  przyjaciółkę z dzieciństwa- Lenę. Rzuciłyśmy się w swe ramiona, niemiłosiernie przy tym piszcząc. W najskrytszych marzeniach nie wierzyłam, że jeszcze kiedykolwiek ją spotkam, a zwłaszcza w Japonii. Ciekaw jestem, czy zdaje sobie sprawę, jak ważną była dla mnie osobą, zwłaszcza w tamtym okresie mojego życia.
- Ja nie mogę, tyle czasu minęło, tyle mam ci do opowiedzenia. Co ty właściwie tu robisz? - Wykrzykiwała milion pytań na minutę, jak to przystało na Lenę, która pamiętam.
- Mogę spytać cię o to samo. Nie przypuszczałam, że znajdę cię w Tokio. - Naszą rozmowę przerwał przenikliwy okrzyk kobiety za ladą:
- Ayumi, pospiesz się, bo zaraz zamykamy.
- Hai**, już załączam się na tryb turbo - zasalutowała niezgrabnie do koleżanki z pracy, gestem ręki kazała mi zaczekać i obiegła całą kafejkę, by pozbierać naczynia. Podniosłam krzesło, klapnęłam na nim i spojrzałam na siebie. Ubrana byłam w biały top, skórzaną kurtkę koloru latte, na szyi owiniętą miałam kolorową chustę i do tego włożyłam ciemne jeansy i czarne szpilki na niewielkim obcasie. Na szczęście tylko moje spodnie ucierpiały w skutek oblania herbatą. Westchnęłam sobie cicho. Ayumi? Dlaczego ta niska Japonka tak nazwała moją starą przyjaciółkę? Czyżby podobnie do mnie w Kraju Wiśni używała drugiego imienia? Ale przecież ona jest Polką czystej krwi, jej dziadek nie nadał jej japońskiego miana, tak jak mi. Postanowiłam nie zaprzątać sobie tym głowy, dzisiaj jest mój szczęśliwy dzień, powinnam się bawić, a nie zamartwiać takimi bzdetami. Uśmiechnęłam się do siebie, przypominając spędzone razem dziecięce chwile: zabawa w wojnę, policję i złodziei, kalambury, nocowanie w namiocie. To były naprawdę radosne momenty. Nagle przypomniałam sobie również TO wydarzenie. Strach, płacz, krew... Zacisnęłam pięści, by odrzucić to wspomnienie:
- Wszystko gra? - Podniosłam głowę, by spojrzeć na właściciela głosu. Gdy patrzyłam wtedy głęboko w oczy Leny, jeszcze bardziej poczułam jak ważną jest dla mnie osobą. To ona była przy mnie, rozśmieszała mnie, podnosiła na duchu i nigdy mnie nie oceniała. Była dla mnie jak siostra, zawsze ją podziwiałam i chciałam mieć tyle radości co ona. Nawet teraz, gdy widzi, że coś mnie trapi, o nic nie pyta, uśmiecha się szeroko i wyciąga w moją stronę otwartą dłoń. To ona pomagała mi się podnieść, pomaga nawet tak słabej osobie jak ja.* Zabrałam swój bagaż, położyłam swoją rękę na jej, chwyciłyśmy się i wyszłyśmy. Same nie wiedziałyśmy, gdzie idziemy, ważne że byłyśmy razem.
- Ej, a co z kasą za herbatę? - Spytałam.
- Oblałam cię ją, więc za co masz płacić? - Przytaknęłam. Dopiero na zewnątrz zauważyłam, że jej strój diametralnie się zmienił: czarna skórzana kurtka, biały, luźny top z czarnym nadrukiem gitary, czarne obdzierane na kolanach rurki i glany. Moim zdaniem zupełnie nie pasował do jej charakteru, lecz nie moim zadaniem jest jej ocenianie. Chyba spostrzegła się, że ją oglądam, uśmiechnęła się znów i donośnym głosem wykrzyknęła:
- Trzeba to oblać, chodź wejdziemy do pobliskiego baru. - Zaskoczona spojrzałam na nią i szybko dodałam:
- Hai!**

*Tekst Miseinen - The GazettE
**Hai - jap. Tak