niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział 4 - Alex

Ach, dlaczego tak boli, gdy chcę Cię dotknąć?
Myślę, że to dlatego, iż boję się,
że popełnię ten sam błąd i Cię stracę[…]
Nawet jeśli twoje uczucia do jutra wyblakną,[...]
Nawet jeśli nie będziesz mnie mogła jutro ujrzeć,
Będę Cię ciągle, niezmiennie kochała…”*-Ten list leży na dnie skrzynki...

- Wstawaj leniu! - Obudziły mnie te słowa. Nie jestem co do nich pewna, gdyż mój mózg jeszcze nie myślał i nie przetwarzał informacji. Na twarzy wykrzywił mi się grymas, błagający o ciszę. Każdy najmniejszy dźwięk, szmer i świst przeszywał niemiłosiernie moją głowę. Mozolnie usiadłam na łóżku. Przeciągnęłam się, cicho jęcząc. Rozejrzałam się dokoła, starając przypomnieć sobie gdzie jestem i co wczoraj się wydarzyło. Znajdowałam się w małym pokoju w jasnych kolorach i z niewielką ilością mebli. Gdzieś w kącie mieściło się biurko, po lewej stronie dumnie prezentowała się drewniana szafa, a w jeszcze innym miejscu spoczywał regał. Westchnęłam ciężko, ponieważ musiałam wstać, a czułam się jakby ktoś walił mnie młotkiem po głowie. Ostrożnie podniosłam się i przejrzałam się w lustrze, które wisiało przede mną. Miałam na sobie te same ciuchy co wczoraj, czyli byłam tak pijana, że nie miałam siły by się w co innego przebrać. Leniwie, ciągnąc za sobą nogi, podeszłam do drzwi. Gdy złapałam za klamkę usłyszałam olbrzymi huk, a zaraz po tym krzyk:
- Ja pierdole! - Otworzyłam wrota. Znalazłam się w salonie w kolorach ecream (kremowy) z różnymi czarnymi, japońskimi napisami. Nie miałam czasu je przeczytać, gdyż mój wzrok przykuła niska postać leżąca na podłodze między kanapą, a drewnianym, niskim stolikiem. Po głosie rozpoznałam, że to kobieta. Jej salwa przekleństw  nie skończyła się, pod nosem nadal coś marudziła. Uklęknęłam przed nią, ona lekko podniosła głowę i spojrzałyśmy na siebie. Obie miałyśmy taki sam wyraz twarzy: starałyśmy sobie przypomnieć kim jest ta druga osoba. Wyciągnęłam do niej dłoń, by pomóc jej wstać. Chwyciła moją rękę, wtedy w ciągu jednej sekundy część scen wczorajszej nocy powróciło: impreza w „Drunk Paradise”, Kris, alkohol, Yumi… Yumi! Raptownie wstałam, puszczając Kris i pobiegłam poszukać swojej przyjaciółki z dzieciństwa. Kobieta uderzyła znów o podłogę, ale nie przejęłam się ani tym ani bólem głowy. Nagle przede mną otworzyły się drzwi:
- Jezu! - Wykrzyknęłam, ponieważ prawie dostałam w twarz. Głęboko odetchnęłam, by się uspokoić. W progu stała średniego wzrostu, blond włosa kobieta. Wyciągnęła do mnie rękę, a na niej leżały dwie tabletki:
- Łap, druga jest dla Kris, inaczej nie da rady nam wstać – Kiwnęłam głową i połknęłam jedną pastylkę. Zbliżam się do niewielkiej osóbki, uklękłam i delikatnie ją poklepałam po głowie:
-Gomen**, nie uderzysz już więcej o podłogę.
- No ja myślę – usiadła po turecku. Podałam jej mordercę kaca. Z zapałem spożyła go. Oparła się o kanapę, a głowę odchyliła i zamknęła oczy, czekając aż dolegliwości miną. Wstałam i skierowałam się do drzwi, z których wyszła niedawno Yumi. Łazienka okazała się być małą, białą komorą. Przez wannę i szafkę nie zostało tam zbyt dużo wolnego miejsca. Blondynka suszyła włosy, ale uśmiechnęła się do mojego odbicia w lustrze. Odwdzięczyłam się jej tym samym i bezgłośnie poprosiłam o szczotkę. Bez zastanowienia z szafki pod umywalką wyjęła dany przedmiot. Gdy czesałam włosy, nagle przyszła do nas Kris. Nie przejmując się tym, że nie ma miejsca dla trzech dziewczyn, wepchała się między nas. Sypnęłam kilka niecenzuralnych słów w jej stronę, ale albo hałas suszarki je zagłuszył albo zignorowała mnie. Opłukała twarz wodą, cały czas kując nas łokciami w brzuchy. Ayumi to zirytowało, więc postanowiła biodrem popchnąć osóbkę. Ta złowrogim spojrzeniem zerknęła na odbicie swojej agresorki. Kasztanowłosa nadepnęła niezdarnie na nią, ale straciła równowagę i ręką uderzyła mnie. Średniego wzrostu kobieta zaczęła dusić się ze śmiechu, ja zaraz również, natomiast Kris naburmuszyła się, a po sekundzie śmiała się razem z nami:
- Ok, dosyć tego dobrego. Nie ma innego miejsca, by się bawić? - Zażartowała Yumi – Już, wynocha, bo spóźnimy się do pracy – delikatnie wypchała nas z małego pomieszczenia:
- A gdzie pracujesz? - Zaciekawiłam się.
- Jestem wizażystką oraz stylistką i jeśli zaraz nie zjawię się w pracy, to chłopaki się wkurwią.
- To ty malujesz facetów?! - Zerknęłam na nią zdziwiona. Moje oczy wyglądały jak dwa wielkie talerze. Zachichotała cicho, zakrywając usta dłonią, typowy gest Japonek:
- Oczywiście! Kiedy ich maluje lub wybieram im ubrania, to dodatkowo mam z tego przyjemność. - Mrugnęła do mnie porozumiewawczo i skierowała się do swojego pokoju:
- Pożyczę wam trochę ubrań, ale tylko ten jeden jedyny raz. Po pracy wrócicie i zabierzecie swoje rzeczy, a teraz się pospieszmy.
- Ale mi się nie chce oglądać znów tych samych gęb! – jęczała Kris i rzuciła się na kanapę plackiem. Coś jeszcze marudziła w poduszkę, lecz nie mogła tego zrozumieć. Gdzie ona to musi pracować, że tak bardzo nie chce tam iść? Po kilku sekundach moja stara przyjaciółka raptownie wychyliła się za drzwi i cisnęła ubraniami w naszą stronę. W ostatniej chwili złapałam swoje, a drugie zawiniątko spadło na kasztanowłosą. Wróciłam do pokoju. Szybko przebrałam się i zerknęłam w lustro jak wyglądam. Miałam na sobie biały top, czarną marynarkę, jeansy i czarne baleriny z niewielkim obcasem. Czegoś mi tu brakowało. Ach, no tak, mojej bransoletki: srebrna, skromna, z małym, pustym w środku serduszkiem. Dostałam ją od ojca w dniu wylotu. Złapałam torebkę i weszłam do salonu. Spostrzegłam, że Kris, ubrana w obcisły, czarny T-shirt z czerwonym napisem ,,Devil Girl”, który dostała od Yumi, czegoś intensywnie szukała. Akurat z kanapy rozrzucała poduszki na wszystkie strony:
- Czego szukasz? - spytałam, nachylając się przed nią.
- Spodni! Bez nich raczej nie przyszłam… a może aż tak się schlałam, że nie pamiętam, że jakiś sukinsyn zrobił mi świństwo! - Wybuchłam śmiechem, przypominając sobie, jak wczoraj wylała napój.
- Ja bym zapamiętała to, wiesz mi. Spokojnie, nic się nie stało, wiszą na balkonie - Rzekła Yumi, stojąc w progu. Strój do pracy miała dość… specyficzny: ciemna kurtka skórzana, czerwony top, czarne rurki z przetarciami i dziurami oraz tego samego koloru, wysokie szpilki. Do tego te rzucające się w oczy pomalowane na wiśniowo usta i kreski nad powiekami. Postanowiłam tego nie komentować. Kasztanowłosa kiwnęła, dziękując i wyszła po część swojej garderoby:
- Tylko się pospiesz, bo pójdziemy bez ciebie.
- A gdzie dokładnie idziemy? - Zainteresowałam się tematem.
- Do studia. Okazało się, że Kris tam będzie śpiewać, a ja tam muszę uzgodnić z chłopakami stylizacje.
- To ona śpiewa?! - Zaskoczyła mnie ta informacja. Nie podejrzewałam, że takie małe, dziwne stworzenie umie śpiewać. Blondynka pisnęła (czasem tak ma, gdy się śmieje):
- Dla ciebie też mam robotę – Postanowiła nie komentować mojej wypowiedzi. Po jej słowach moja twarz rozpromieniła się. Długi czas czekałam na te wieści:
- Naprawdę? Gdzie?
- Nie jest to jeszcze pewne, ale jeśli jesteś dobrym fotografem to może uda mi się załatwić kilka sesji zdjęciowych z chłopakami – Mrugnęła do mnie. Wzięłam wielki wdech i zaczęłam krzyczeć:
- Boże, to by było super! Tak się cieszę! Jesteś wspaniała! Jak ja ci się odwdzięczę?!… - Mogłabym dalej wydzierać się, ale przerwało mi ględzenie Kris:
- Dosyć już tych pisków, bo uszy odpadną! Takie decybele zniszczą mi słuch i co ja powiem Halldórowi? - Rozgniewała się. Zamiast się uciszyć, obie zaczęłyśmy się śmiać. Już odkryłyśmy, że mała ma w swoim zwyczaju wszystkich obrażać i przekrzykiwać. W jej kącikach ust pojawił się lekki uśmieszek, westchnęła i rzekła:
- Chodźmy już, serio – Uspokoiłyśmy się i wyszłyśmy z mieszkania. Poprawiałyśmy makijaż, czasem jedna coś bąknęła, druga zachichotała inna zarzuciła wulgaryzmem. Kupiły jeszcze szybko gotowe kanapki na śniadanie. Tak wyglądała druga do pracy.
Po kilkunastu minutach pieszej wędrówki (spóźniłyśmy się na tramwaj, dlatego musiałyśmy przejść ten dystans) zatrzymałyśmy się przed wysokim, szarym budynkiem. Na pierwszy rzut oka nie przypominał w niczym studia muzycznego, prędzej jakąś opuszczoną restaurację. Przed nami dumnie prezentowały się ciężkie, ciemnobrązowe drzwi. Yumi chciała wcisnąć guzik na domofonie, lecz Kris ją uprzedziła, wparowując bez pozwolenie z kopem do środka:
Przybyła Kris! - Wykrzyknęła i brnęła dalej przed siebie. Z przyjaciółką popatrzyłyśmy na siebie, wzruszyłyśmy ramionami i podążyłyśmy za koleżanką po schodach. Im głębiej zapuszczałyśmy się, tym bardziej wątpiłam, że jest to studio. Ściany wygląda, jakby dawno ich nikt nie malował, a podłoga jest w jeszcze gorszym stanieNa drugim piętrze weszłyśmy przez brązowe wrota do lepiej wyglądającego miejsca. Przed nami ciągnął się czysty, biały korytarz, gdzieniegdzie po bokach znajdowały się drzwi. W powietrzu unosi się zapach dymu papierosowego, który drażnił mój nos, ale i też trochę woni wody kolońskiej. O, to świadczy o dużej ilości mężczyzn. Słyszałam przytłumione dźwięki różnych instrumentów oraz odległe słowa piosenek. Dziewczyny ruszyły przed siebie, ja posłusznie za nimi podążałam, gdy naglę ktoś złapał mnie za prawe ramię:
- Ty! Gdzie ty się wybierasz?! A przepustka? - Mimowolnie drgnęłam i spojrzałam za siebie. Ta olbrzymia dłoń należy do szerokiego w barach, ciemnoskórego mężczyzny. Wyglądał jak typowy gangster, biło od niego wrogością:
- Eto… ja… - Nerwowo szukałam jakiegoś wytłumaczenia.
- Ian, daj spokój! To nie jest psycho-fanka, która przyszła sprawdzić, którzy faceci bawią się w dziurkę i kluczyk między sobą – Kris delikatnie szturchnęła ramię olbrzyma, śmiejąc się do niego porozumiewawczo( jak go w ogóle dosięgnęła?). Na jego twarzy pojawił się grymas, nie wiem czy przeze mnie, czy raczej przez słowa kasztanowłosej. Puścił mnie, coś bąknął pod nosem i pozwolił nam odejść. Yumi chwyciła mnie za nadgarstek i pociągnęła za sobą:
- Pośpieszmy się, bo Sakai-san nie lubi spóźnialskich – Biegłyśmy wzdłuż korytarza, mijając co jakiś czas różnych ludzi. Kris w pewnym momencie odłączyła się od nas i weszła do któregoś z pomieszczeń. Kątem oka zauważyłam stojących tak grupkę facetów, lecz żadnego z nich nie znam. Nagle zatrzymałyśmy się, stojąc przed drzwiami z numerem 9. Obok nich zawieszona była płyta z napisem „Ryo Sakai”. Ayumi wzięła głęboki wdech i spojrzała na mnie:
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Sakai-san jest wesołym gościem, ale niestety surowym. - Zapewniała mnie przyjaciółka. Kiwnęłam głową i weszłyśmy. Biuro nie było duże, raczej dość małe. Przy szarych ścianach stało wiele regałów zapchanych różnymi kartkami, książkami czy segregatorami. Na środku mieściło się szerokie, drewniane biurko, a naprzeciwko niego umiejscowione były dwa białe fotele. Przy stole rozmawiał przez telefon Sakai-san. Wyglądał jak typowy Japończyk: krótko ścięte czarne włosy, lekko opalona cera oraz garnitur. Ręką pokazał, byśmy mu nie przeszkadzały, lecz blondynka nalegała. Palcem wyjaśniła, że zajmiemy tylko minutkę. Prawie niewidocznie przewrócił oczami i kazał nam usiąść. Wykonałyśmy jego polecenie. Sztywno spoczęłam przed moim możliwym pracodawcą. Zerknęłam na moją przyjaciółkę. Ona wygodnie rozwaliła się, zupełne przeciwieństwo mnie. Rozglądała się i kręciła. Nie trzeba być geniuszem, by zauważyć, że się nudzi. Nagle zauważyła stojący na blacie bibelot – kule śnieżną z miniaturową wieża Eiffla w środku i małą plakietką „Paris”. Raptownie chwyciła go i zaczęła się nim bawić. Obracała, podrzucała, trzęsła i niespodziewanie wypadł jej z rąk. Gdy trzasnął o podłogę, każdy się spiął, a Sakai-san urwał w połowie słowa i po chwili dalej kończył rozmowę. Ona natomiast szybko podniosła zabawkę, obejrzała, czy czasem jej nie zabiła i ułożyła przedmiot. Wtedy mężczyzna odłożył słuchawkę;
- To co was tu sprowadza, oprócz niszczenia moich pamiątek? - Spytał, podniósł jedną brew i  oparł głowę o złączone palce. Yumi nerwowo zachichotała, po chwili spoważniała i sztywno usiadła w fotelu;
- Jak miewa się Takashi? Wiadomo, kiedy go wypuszczą?
- Jego stan jest stabilny, ale nie wiemy kiedy wróci do pracy. Cały czas szukam kogoś na jego miejsce, dlatego jestem dość zajęty.
- Ok, to będę się streszczać, może znalazłam rozwiązanie twojego problemu – Wskazała mnie palcem – To jest moja stara przyjaciółka, jeszcze z czasów podstawówki...
- Rei Adachi, miło mi pana poznać – Przerwałam jej w połowie zdania. Wstałam i ukłoniłam się.
- Ryo Sakai, mi również jest miło – kiwnął głową w geście ukłonu. Przetasował mnie wzrokiem, pewnie zdziwiło go moje nazwisko, które jest zbyt japońskie jak na moją urodę. Znów spoczęłam, pozwalając przyjaciółce kontynuować.
- Rei jest z zawodu fotografem i to naprawdę dobrym, widziałam kilka jej prac. Są wspaniałe, te ujęcia, te kolory…
- Dobra, dobra, skończ już słodzić. - zastopował ją szef – Sama przecież wiesz, że potrzebujemy kogoś z doświadczeniem. Chłopaki to nie byle kto…
- Wiem o tym, ale proszę dać jej jedną szansę! - Wykrzyknęła Yumi, stając z miejsca i uderzając dłońmi o blat. Podskoczyłam lekko, zaskoczona reakcją blondynki. Zerknęłam na Sakai-sana, lecz ten nie był wzruszony postawą swojego pracownika. Widać jest już przyzwyczajony do wybuchowego charakteru dziewczyny. Chwilę w ciszy patrzyli sobie w oczy. Atmosfera stała się napięta. Czułam się wtedy trochę niezręcznie, niecierpliwie czekałam na rozwój wydarzeń;
- Ehh, i co ja mam z wami. Nie dość, że Akira zniszczył nasz nowy ekspres do kawy to jeszcze Yuu przyszedł dzisiaj do pracy z kacem.
- TEN ekspres do kawy! - Znów Yumi się wydarła – Spokojnie, ja już doprowadzę ich do pionu – kobieta pokazała „okejke” i uśmiechnęła się do szefa. Ten odwzajemnił się tym samym. Ich relacje, jak na pracodawcę i pracownika, były dość luźne i przyjemne:
- Wracając do sprawy Adachi-san - Yumi usiadła. -  Zrobimy tak: dam pani jednego z chłopaków, wykona pani kilka zdjęć, a ja ustalę, czy nadaje się pani.
- Zgadzam się! - Szybko rzekłam. Momentalnie uspokoiłam się i byłam dobrych myśli.
- Dzięki! - Dodała blondynka. Sakai-san chwilę na mnie patrzył, westchnął i dodał:
- Boże, ale czemu znów Europejka? - Wszyscy wybuchli śmiechem. Taki pracodawca to mi się podoba. Po kilkunastu sekundach uspokoiliśmy się:
- Ale którego jej damy? - rzekła moja przyjaciółka.
-Hmm… Niech pomyślę… - Nagle ktoś energicznie otworzył drzwi. Wszyscy spojrzeliśmy, kto to taki. W progu stał mniej więcej mojego wzrostu, ciemnowłosy mężczyzna. Od razu zauważyłam, że jest to rodowy Japończyk. Ubrany był w ciemne, luźne dżinsy oraz w czerwoną bluzkę:
- Ryo, słuchaj jest sprawa. Znów problemy z elektronika, nie mam jak grać – Sakai-san i Yumi popatrzyli na siebie i po chwili kiwnęli równocześnie głowami:
- Dobrze się składa, bo widzisz mamy tu nowego fotografa – Wskazał mnie ręką szef. Brązowooki mężczyzna rzucił na mnie okiem, potem znów na Sakai-sana – I chcemy go przetestować, dlatego zostaniesz jej modelem na jedną sesję. - W kącikach jego ustach zauważyłam lekki grymas być może zniesmaczenia lub zirytowania. Ewidentnie nie pasował mu ten plan:
- Ale dzisiaj miała być nagrywana perkusja~ – Zajęczał chłopak. Szef rozłożył ręce:
- Przykro mi, Yutaka. Plany są ruchome, sam o tym wiesz - Dłonią wskazał mnie. -  To jest Rei Adachi. Spędzisz z nią dzisiaj popołudnie – Yumi zaśmiała się, a Sakai-san tylko uśmiechnął, natomiast Yutaka podrażniony bąknął, że nie ma innego wyboru i wyszedł:
- Ehh, przepraszam za jego brak kultury, ale on tak już ma, gdy jest zdenerwowany – Rzekł Sakai-san.
- A jak on się zachowuje, gdy jest wkur… znaczy wkurzony, to dopiero nie można z nim wytrzymać – Dodała Yumi. Kilka szekund siedzieliśmy w ciszy, którą przerwała moja przyjaciółka:
- Dobra, to już chyba wszystko, jeszcze raz wielkie dzięki i pozdrów Takashiego,wszyscy za nim tęsknimy – teraz skierowała się w moją stronę – Alex, pokażę ci, gdzie będziesz pracować, a ja poszukam Reitę i pogadam z nim o ekspresie.
- Alex? - Spytał zdezorientowany czarnowłosy, pomijając to, że miał problem z powtórzeniem mojego imienia. Wyjaśniłam mu wszystko:
- Tak, bo widzi pan, moje pierwsze imię to Alexandra, drugie Rei. Przyjaciele zwracają się do mnie Alex.
-Ach, rozumiem. Dobrze, nie będę was już zatrzymywał. Ayumi?
- Tak? - Odpowiedziała dziewczyna.
- Daj Akirze dobrze do zrozumienia, że bardzo tęsknie za ekspresem – mrugnął do niej porozumiewawczo. Blondynka uśmiechnęła się:
- Do widzenia. - Ukłoniłam się, Yumi pomachała ręką i wyszłyśmy z pomieszczenia. Na korytarzu znajdowało się sporo ludzi, a hałas panował tak olbrzymi, że nie mogłam zrozumieć ani jednego zdania. Stały tam osoby wyglądające zupełnie inaczej: ktoś w skórze i kolcach, ktoś w garniaku, ktoś w dresie. Przepchnęłyśmy się przez ten tłum i przeszłyśmy przez drzwi z numerem 15. Ile może tu być jeszcze tych numerów? Weszłyśmy do dużego,szarego pomieszczenia z profesjonalnym sprzętem dla fotografa. Z zachwytu aż wciągnęła powietrze i podeszłam, by wszystko dokładnie obejrzeć:
- Może najpierw się przedstawimy? - Od zajęcia oderwały mnie te słowa. Nie zauważyłam, że na końcu pokoju na krześle siedzi Yutaka. Rozwalił się wygodnie na mebelku, ręce miał w kieszeniach spodni. Czułam, że chyba nie będzie nam się dobrze pracowało:
- Przepraszam, nie zauważyłam pana – ukłoniłam się, by z szacunkiem przeprosić go, może to załagodzi atmosferę.
- To może ja was zostawię. A właśnie, Kai, nie wiesz, gdzie jest Reita?
-Hm? Z tego co wiem, to chyba z Taką poszli do kuchni coś wypić – Uprzejmie odpowiedział czarnowłosy. Dla niej to już potrafi być miły, tak?
- A, to dobrze się składa. No to do zobaczyska, Bye Bye – powiedziała blondynka, wychodząc.
- Bye – rzekłam szybko.
- Ciao – odparł czarnowłosy. Za drzwiami dobiegały krzyki Yumi:
- Akiś, Aki-chan, ty pokrako, gdzie żeś się schował? - Gdy Yutaka to usłyszał zaśmiał się. Wtedy dokładniej mu się przyjrzałam. Ma delikatne rysy twarzy, brązowe oczy oraz to co mi przykuło najbardziej uwagę, to cudny dołeczek na lewym policzku. Wydawał się wtedy taki słodki, a zarazem taki przystojny… chwila, opanuj się kobieto, to twój model! Otrząsnęłam się i podeszłam do niego bliżej. Zamilkł. Stojąc przed nim, wyciągnęłam rękę:
- Alexandra Rei Adachi, miło mi pana poznać – Zauważyłam, że jego oczy otworzyły się szerzej ze zdziwienia:
- Are… co? - zaśmiałam się cicho pod nosem. Usta zakryłam dłonią, jak to robią Japonki. Wtedy jego oczy przez sekundę się zmieniły na... maślane i szkliste? Tak ,to chyba dobre określenie. Raz dwa mnie przetasował od stóp do głów i się uśmiechnął.
- Wystarczy Rei – zamachnęłam ręka, dając mu do zrozumienia, by się nie wysilał.
- Yutaka Tanabe, mi również miło, ale możesz mi mówić Kai – podaliśmy sobie ręce i nimi potrząsnęliśmy. Kiedy przywitanie mieliśmy już za sobą podeszłam do sprzętu. Z doświadczenia wiedziałam, że pracując z modelami trzeba podtrzymywać rozmowę, bo inaczej oni się znudzą i nie będą współpracować:
- Czemu właściwie Kai? - Zagadałam, nie patrząc na niego.
- To mój pseudonim artystyczny… zaraz to ty nie znasz mnie? - Zerknęłam na jego twarz. Odczytałam z niej trochę zdziwienia, ale też irytacji. Przekręciłam głową i wróciłam do pracy:
- Trudno, może nawet lepiej. Wolę pracować z osobą, która nie będzie za każdym razem piszczeć mi do ucha jaki to jestem słodki. Nie jest mi to potrzebne, by być tego świadom - Bąknął:
- Uśmiech! - Niespodziewanie wykrzyknęłam. Flesz zabłysł. Spojrzałam na wykonane zdjęcie.
- Co ty robisz?! Nie byłem przygotowany!
- O to właśnie chodziło… hmm… nie, nie jesteś fotogeniczny, na spontanie to nie wyjdzie – Zerknęłam na mojego modela. Zdezorientowany patrzył na mnie, ale też ze złością. Boże, ale on ma humory, jak baba w ciąży. Chyba zbytnio nie lubi krytyki, pewnie dlatego, że jest sławny i przyzwyczaił się, że przyjmuje tylko komplementy. Postanowiłam mu wytłumaczyć moją taktykę:
- Muszę sprawdzić, którą opcję wybrać. Niektórzy najlepiej wychodzą, gdy nie są świadomi, że ktoś robi im zdjęcia, inni muszą zastanowić się nad tym, jaką pozę przybrać, a pozostali muszą być ustawiani przez fotografa. Ty nie należysz do tych pierwszych – znów spojrzałam na wykonane zdjęcie. Nie dość, że było rozmazane to w dodatku miał komiczny wyraz twarzy. Na pewno nie nadaje się to do pokazania. Od razu je wymazałam z pamięci aparatu:
- Proszę, ustaw się – Chłopak otrząsnął się, kończąc przetwarzanie informacji i zaczął się kręcić, wymyślając jakąś pozę. Czekałam… czekałam… i nie wytrzymałam;
- Poczekaj, musisz…
- Jak mam się jakoś ustawić, skoro nawet nie wiem co mam pokazać!
- No to zastanówmy się, co chciałbyś pokazać… eto… może radość? Chyba najprostsze.
-Hę? Nie jestem aktorem ani modelem, tylko perkusistą.
- Dobrze, spokojnie. To może ja ustalę kilka konceptów, a ty po prostu się tak ustawisz? - Pokiwał  rozgniewany. Przekręcałam głową, by spojrzeć na niego z różnych perspektyw. Musiałam wiedzieć, z której strony wyjdzie on najlepiej;
- Usiądź wygodnie, nie zbyt głęboko, szeroko nogi, oprzyj się o oparcie, ręce też na nim ułóż – wykonał moje polecenia. Ukucnęłam niedaleko niego i zaczęłam pstrykać. To z dołu, to z lewej, to od góry itd. Dostrzegłam, że powoli zaczyna się nudzić i ta poza staje się dla niego nie wygodna:
- Teraz noga na nogę, oprzyj ramie na nodze, a głowę na dłoni – Szybko rzekłam. Zaraz potem dodałam – No to może opowiesz mi coś o sobie?
- Eto… no jestem perkusistą, a zarazem liderem zespołu „The Gazette”. Mam 27 lat. Urodziłem się…
- Ale nie musisz opowiadać mi swojego życia – uśmiechnęłam się do niego – powiedz mi bardziej o swoich cechach charakteru, chce je ukazać na zdjęciach – Zamilkł, więc zerknęłam znów na niego. Chyba uświadomił sobie, że na poważnie biorę tę sesję. Wtedy trochę się zmienił: uspokoił się i zaczął bardziej współpracować:
- Hmm… ciężko jest mówić o sobie… - Pierwsza wskazówka dla mnie: skromny – eto… mam raczej charakter tyrana, ale też lubię sprawiać przyjemność moim przyjaciołom… - zachichotałam pod nosem. Charakter tyrana? Już się o tym przekonałam – Czemu się śmiejesz?
- Ponieważ idealnie dobrałam pozy.
- Tak? To chyba dobrze… To teraz moja kolej – Przestałam na chwilę robić zdjęcia i popatrzyliśmy sobie w oczy. Ciepło się do mnie uśmiechał, co trochę mnie zmieszało i zawstydziło. Szybko wróciłam do obiektywu, by nie zauważył mojego rumieńca. Alex, weź się w garść, to twój model, jesteś w pracy! Czekałam, aż dokończy swoją wypowiedź.
- Skąd jesteś? - Czułam, że to pytanie padnie, jak to zwykle jest, gdy kogoś poznaję.
- Pochodzę z Polski, ale przeprowadziłam się z ojcem do Anglii – powiedziałam na jednym wydechu.
- Wiedziałem, że nie jesteś Japonką. One nie mają tak dużych biu… oczu… tak są naprawdę wielkie – Zapadła cisza. Chyba nie uważa, że jestem na tyle głupia, że nie wiem co chciał powiedzieć. Wredny! Zboczony jak każdy facet! Chyba zauważył, że się rozgniewałam, bo po chwili dodał:
- Po lewej stronie masz dołeczek, prawda? W tym samym miejscu co ja, mam rację? - Luknęłam na niego. Palcem pokazywał swój policzek – Słodkie są, ne?*** - Zarumieniłam się, więc zignorowałam go i wróciłam do pracy:
- Usiądź teraz bokiem, opierając jedną nogę o krzesło – bez zająknięcia wykonał moje polecenie. Siedzieliśmy już cicho, nikt o nic nie pytał, tylko ja czasem kazałam mu zmienić pozycję. Sesja nie trwała już długo, kilkanaście zdjęć i skończyliśmy. Kiedy odłożyłam aparat na miejsce zaczął boleć mnie brzuch. Co jeśli nie dostanę tej pracy? Co wtedy zrobię? Wrócę do Anglii i będę pracować przy kasie? Przekręciłam głową, by wyrzucić te myśli i się uspokoić.
- Dziękuję za współpracę. Serio, miło mi się z tobą pracowało – Odwróciłam się, by spojrzeć na źródło głosu. Yutaka włożył ręce do kieszeń spodni i powoli szedł w moja stronę. Ciepło się do mnie uśmiechał ukazując swój dołeczek. Zakłopotana szybko wycedziłam:
- Tak, ja też nieźle się bawiłam, choć wolę fotografować ludzi na spontanie – Teraz stał przede mną i uważnie mnie słuchał, czekał aż wyjaśnię mu, co kryje się za tymi słowami, więc kontynuowałam:
– Najpiękniejsze zdjęcia, to te które ukazują codzienne życie, a nie te sztywne, ściśle ustalone. To jest trochę jak z życiem… piękne jest te, które jest spontaniczne, a nie ukierunkowane przez innych i monotonne… - wyszeptałam, bardziej mówiąc to do siebie, niż do niego. Spuściłam głowę, patrzyłam na podłogę. Czemu tak bolała mnie ta metafora? Aż tak bardzo opisywała moje życie?
- Czas już iść, może jeszcze kiedyś się spotkamy – podniosłam wzrok i zobaczyłam szeroki uśmiech czarnowłosego. Nie był to zwykły uśmiech, miał on mnie podnieść na duchu i wesprzeć. Niepewnie odwzajemniłam uśmiech i skierowałam się w kierunku drzwi. Zatrzymałam się przed nimi, odwróciłam i machając wykrzyknęłam:
- Bye Bye – i wyszłam do pustego korytarza. Żadnej żywej duszy, pustka. Chwilę jeszcze stałam, później szłam wzdłuż korytarza, by znaleźć jakieś miejsce na odpoczynek. Przez jedne z otwartych drzwi zobaczyłam jakiś niski stolik, dwie kanapy i kilka krzeseł wokół. Sprawdziłam plakietką obok wejścia - „poczekalnia”. Bez ponownego zastanowienia weszłam do środka i spoczęłam na kanapie, czekając na wiadomość decydująca o mojej przyszłości. 


*Tekst Cassis – The GazettE
** Gomen - jap. sorki
***ne – jap. prawda?

piątek, 15 maja 2015

Rozdział 3 - Ayumi

Pamiętam jak wracałyśmy z baru niosąc na rękach Kris. Biedna, nachlała się jak rasowy Rusek. Oparłam się o drzwi i otworzyłam zamek. Weszłyśmy do mojego mieszkania.  Czym prędzej położyłyśmy kurdupla na kanapie.  Przeniosłyśmy się z Alex do mojej kuchni, aby pozwolić małej spać. Siedziałyśmy w niej i dalej piłyśmy. Niespodziewanie chwiejnym krokiem przyszła do nas Kris.
            - Sugeruję abyś się położyła. – Powiedziałam do niskiego ktosia.
            -  Nie… loskasuj mi – Mówiła pijana mrówka
            - Yumi ma rację, powinnaś się …. -  Nie zdążyła dokończyć żyrafa, bo przerwał jej nagły odruch złapania maleństwa, kiedy ono zachwiało się i niebezpiecznie zaczęło lecieć do przodu, ale podparło się ręką o blat i zniweczyła plany szatana, aby rozjebała się na podłodze. Szybko wzięłam z pod stołu mały taboret i postawiłam obok kurdupla. Alex posadziła siłą Kris na mebelku. Znowu wzięłyśmy małą na kanapę, ale opadłyśmy na nią razem z zombi. Na szczęście ten mały pijok zabrał z kuchni flaszkę wychlanej już do połowy wódki. Sięgnęłam za sofę w nadziei, że została tam butelka pepsi, którą zostawiłam dzisiaj rano. Złapałam przedmiot, ale na moje nieszczęście ciągnąc go do góry przetrąciłam mojego rudego kota. Zobaczyłam na stoliczku przy siedzeniu, rozstawione trzy kieliszki, które posiadały już zawartość. Chciałam zaprzeczyć, że Kris nie ma pić, ale ta już czekała z szkiełkiem w ręce na dolewkę pepsi do napoju. Westchnęłam cicho i nalałam jej. Przez swoją nieuwagę mała rozlała połowę zawartości  na swoje spodnie. Zaczęłyśmy wszystkie się śmiać i w końcu znowu pić. Po trzydziestu minutach siedzenia na kanapie usiadłyśmy na ziemi przy stoliku i grałyśmy ehh…. w pijane makao. Jak któraś przegrała musiała odpowiedzieć na pytania tego cwela, który wygrał. No kurwa dlaczego to ja musiałam zazwyczaj przegrywać.
            - Dobrze. Znowu Yumi. Odkąd jesteś w Japonii z iloma facetami spałaś? – Generalnie Alex nie rozmawia na ten temat, ale nadmiar alkoholu dawał się we znaki. Wredna, mała( oczywiście sarkastycznie) małpa!
            - Eto....no…
            - Mów to cholery jasnej ździro! – Odezwał się ten jebany Rusek.
            - Ok. No jeden….dwa – zaczęłam liczyć w pamięci niestety wspomnienia zaczęły wracać. Nie chciałam tego,  znowu zacząć tęsknić za dniami kiedy nie miałam problemów, a przynajmniej nie takie jak teraz. Popatrzyłam na Alex, która niecierpliwie czekała na moją odpowiedz, te jej oczy, które pamiętałam zawsze przepełnione smutkiem i rozpaczą. Teraz coś się zmieniło. Musiała wiele przejść, ale cieszę się widząc ją tutaj, teraz uśmiechniętą.
            - To ile w końcu? – Spytała moja przyjaciółka z dzieciństwa, patrząc na mnie tą zieloną głębią.
            - No jakoś czterech…

            - Suka! Puszcza się na prawo i lewo…. – krzyczała Kris. Uciszyłam ją kładąc palec na jej ustach. Czarna szminka zostawiła lekki ślad na mojej skórze. Wzięłam rękę, chciałam pójść po kolejną pepsi, ale musiałam pójść do drzwi bo rozległ się odgłos pukania. Otworzyłam je lekko. Moim oczom ukazała się ta wredna szm…yyy to znaczy moja sąsiadka. 
           - Chcę ci przypomnieć, że nie jesteś tu sama. Są też osoby, które chcą spać, więc ucisz swoją koleżankę. - Powiedziała ze wściekłością w oczach. Wyglądała jak typowa lalka Barbie. Utleniane blond włosy, niebieskie oczy i ta tapeta, boże tyle to nawet moi współpracownicy nie mają. 
          - Ohh, przepraszam najmocniej - powiedziałam sarkastycznie - już idę ją uspoko.... - nie dałam rady dokończyć, ponieważ między mną, a lalką Barbie pojawiła się niska postać.
          - Ty szmato! Masz coś do mnie? Jakbym miała tyle tapety to też bym się bała, że odpadnie jak będę się darła. W końcu masz jej tyle ile ja na ścianach!
Kobieta zrobiła się czerwona z gniewu i poszła do swojego mieszkania. Popatrzyłam na Kris. Ona tylko stała zadowolona z siebie. Przypominała moją przyjaciółkę, która teraz jest w Polsce ze swoim mężem i synkiem. Tęsknię za moim narodem, a bardziej za moją "rodziną" przyjaciółmi. Których mi tak bardzo brakowało przez te dwa lata spędzone w Japonii. Czy to naprawdę, aż tak długo? Poczułam jak do oczy napływają mi łzy, więc szybko odwróciłam wzrok od ciemnowłosej kobiety. 
         - Coś się stało? - niespodziewanie zapytała mnie Kris. Byłam bardzo zdziwiona jej słowami, powiedziała to bez przekrętów i z.... współczuciem? Może alkohol robi z nią coś dziwnego. - Yumi, coś się stało?
        - Nie. - odpowiedziałam szybko - chodź już do środka, bo zostawiłyśmy samą Alex z wódą!
        - No nie! Na pewno wszystko wychlała - mówiła Kris pędząc już przez korytarzyk mojego domu. Zamknęłam drzwi i pobiegłam do salonu. Zobaczyłyśmy jak ta żyrafa pochłania ostatnie krople wódki, które zostało u mnie w domu. JAK ONA ŚMIAŁA! Adachi siedziała na kanapie rozwalona jak typowy polak, który czeka, aż jego kobieta przyniesie mu obiad ehh. Spojrzałam na Kris, która kipiała złością. Podeszła wściekła do leniwca i zaczęła się drzeć, że ona też chciała, ale żadne z jej słów nie dochodziło już do zombie leżącego na miękkim mebelku. Podeszłam do krasnala i popchnęłam na drugi koniec kanapy. Nie miała siły nawet wstać, boże co one robiły. Podniosłam Alex i z trudem zaniosłam do wolnego pokoju. Potem wróciłam do Kris. Ściągnęłam z niej spodnie i okryłam kocem, który leżał na fotelu, poszłam do łazienki wziąć prysznic, ale nie dałam rady, więc ruszyłam do swojego pokoju, gasząc wszystkie światła. Moje królestwo. Liliowe, ściany, jasne panele i widok z okna na Tokio. Dwuosobowe łóżko z moją miękką pościelą koloru białego. Toaletka z kosmetykami, drewniane biurko, wielka szafa i komoda oraz pluszowy miś, który siedział na blacie. Przebrałam się w swoją niebieską, krótką, jedwabną koszulę nocną i położyłam do łóżka. Zamknęłam oczy i odpłynęłam w krainę snów, zostawiając wszystkie zmartwienia i problemy za sobą.

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 2 - Kris

- Nie wierzę, po prostu, kurwa, nie wierzę.

Z moich pomalowanych na czarno ust, raz po raz wydobywają się zgrabne wiązanki przekleństw oraz liczne warkoty i prychnięcia. Wściekle to zaciskam, to rozkurczam dłoń na wycinku z gazety. Tusz, którym został wydrukowany tekst, rozmazuje się przez pot. Jest chłodno – a mi z kolei upalnie. Powietrze, którym oddycham, parzy mi płuca. Tak jakbym wypiła jakąś szklanicę kwasu. Nie wiem, czemu tak jest. Zwykle się tak nie stresuję przesłuchaniami. 

Kobieca intuicja?
Tja, jakbym jakąkolwiek posiadała..

Nie opatulam się w swetry, nie jestem w płaszczu. Poruszam lekko ramionami, czując jak moja skórzana czarna kurtka z licznymi zamkami przesuwa się. Czuję to dokładnie na moich nagich, wytatuowanych ramionach - mam na sobie tylko czarny podkoszulek.

"Pracy szukasz, nie? Robienie za Verę Lynn* jest jednak za tanie, wiesz?"

Przypominam sobie słowa Halldóra, po czym prycham i tupiąc, wypuszczam kolejny potok niecenzuralnych słów. Przechodząca obok starsza pani zakrywa idącemu tuż koło niej dziecku uszu. Jej pomarszczona twarz pełna jest wyrzutu, ale gdy zauważa moje ostre rysy, tak tutaj nie pasujące, jej wściekłość zmienia się w pobłażanie.

Och, no tak – ci cudzoziemcy, tacy niewychowani...

Dzieciak za to wyłupia te oczy, jak tylko może. Mam ochotę sarknąć na niego, żeby tak się nie wysilał, bo on to rodowy Japończyk i tylko operacja plastyczna...

Milczenie jest jednak o wiele lepszą opcją.

Powodem mojego poprzedniego uniesienia jest bar, przed którą stoję. "Drunk Paradise"... Kto tę nazwę wymyślił? Z jakiegoś powodu czuję żyłkę pulsującą na skroni.

Lokum wygląda w cholerę przeciętnie. Stoję przed budynkiem, więc nie wiem – może w środku jest lepiej? Ale to, co widzę na chwilę obecną, nie zachwyca.

Ściany w oranżach, żółciach... Zero pazura. Dziwaczne zestawienie stoliczków i barowych kanap. Podłoga wyłożona panelami, które mogą być równie dobrze dębem, orzechem... Cholera wie czym. Bez charakteru, przeciętnie – dupa.

Ach, ale te obiecana sumka za jeden występ...

Stoję tak jeszcze przez chwilę, mieląc w dłoniach papier. Nerwowo przystępuję z nogi na nogę, mając dziwaczne wrażenie, że pot aż chlupocze mi w glanach. Może nie powinnam ich ubierać? Nah, albo glany, albo boso.

Mam już otworzyć te paskudnie przeciętne drzwi, gdy mój wzrok przykuwa witryna.

Eeee, złe słowo – zaraz zabrzmię, jakbym kogoś uprzedmiotowywała.

Przy stoliku, tuż przy oknie siedzą dwie młode kobiety. Widać, że z całą pewnością nie Japonki. Mają słowiańskie rysy. Wysokie, mogę to zobaczyć nawet, gdy siedzą. Ale co bardziej przykuwa mój wzrok, są ich biusty. Gapię się i gapię i wciąż nie mogę uwierzyć, jak to to jeszcze im z bluzek nie powyskakiwało.

Piją. Nie bardzo wiem co. Podejrzane kolory; jakieś takie ni to zielone, ni to niebieskie, trochę żółci, tam kapka różu... Wzdrygam się na myśl, co barman mógł tam podolewać. Halldór zdradził mi trochę sekretów i od tej chwili do pracy przynoszę własny alkohol. Ja naprawdę boję się własnego brata.

Pigułkę gwałtu w płynie już wymyślono? Eeee, chyba nie...

Potrząsam głową, słysząc jak łańcuszek biegnący od piercingu w dolnej wardze do prawego ucha podzwania lekko. Naciskam mosiądzową klamkę i wchodzę.

Ta podłoga to w końcu panele czy korek? Uch... Ja chyba tej pracy nie przyjmę.

Jestem raczej osobą zwracającą uwagę na estetykę. Jak ujmuje to Halldór - typowa artystka. Mój problem polega na tym, że moje poczucie estetyki jest dość skrzywione...

Rozglądam się po barze. Nie, kurwa. Nie, nie i jeszcze raz nie. Walić rachunki... Yyy, znaczy jedzenie. Ja i Halldóś mamy szczęście, że za naszą kawalerkę płaci ojciec. My mamy sobie jedynie zapewniać wyżywienie.

Blat baru jest w kolorze karmelu. Kolejna wizualna klapa. To wygląda na... Na ul? Tak, to chyba najbardziej adekwatne porównanie.

Rzucam spojrzenie w stronę drzwi z napisem "tylko dla perosnelu". Układam usta w skonsentrowany grymas i wzdycham.

Stoję tak jeszcze chwilę, po czym odwracam się na pięcie i idę w stronę dwóch kobiet. Moje glany wybijają głuchy rytm na tej dupnej korkowo-panelowej podłodze.

Dochodzę do ich stołu. Oprócz drinków, na stole mają też malutki biały talerzyk z nabitymi na wykałaczki cytrynami.

Och, czyli drink na słodko?

Jedna z nich, brunetka, uśmiecha się, ukazując dołeczek po lewej stronie. Co jakiś czas miesza rurką, posyłając te słodkie uśmiechy. Naprzeciwko niej siedzi rozgadana blondynka. Żywo gestykuluje, opowiadając coś, przez co obie co chwila wybuchają śmiechem.

Cóż za sielanka – jaka szkoda byłoby to przerwać.

Uśmiecham się pod nosem. To zadanie dla mnie.

Nie pytając się nikogo o zgodę, gwałtownie przysuwam sobie krzesło z sąsiedniego stolika. Siadam na nim, ignorując zdziwione spojrzenia tej dwójki.

- Zdriastwujcie, towarzyszki.* - uśmiecham się szelmowsko i niebezpiecznie zarazem.

Blondynka wygina usta w przesłodzonym uśmiechu i takimże tonem mówi do mnie:

- Spierdalaj, Rusku.

Polski.

Pierwsze rozumiem doskonale, drugiego się domyślam. Jestem językowym nerdem – znam już 10 i zamierzam nauczyć się więcej. Jak to możliwe? - spytacie. Ano, kiedy zrozumiałam, że wystąpił u mnie praktycznie zanik funkcji lewej półkuli mózgu odpowiedzialnej za nauki ścisłe, dałam se z nimi siana. I skupiłam się na tym, co lubię i w czym jestem dobra – nauki humanistyczne i języki.

A jak się to ma do naszych panienek? Polskiego zamierzałam się uczyć. Nie podołałam. Szeleszczące to takie i gramatyka stoi na głowie. My, Islandczycy ( pół – w moim przypadku ), też mamy przypadki: 4, dokładniej mówiąc. Ale polski... Nie, nie i jeszcze raz – nie.

Nie nauczyłam się języka w całości, więc zapamiętałam parę przekleństw. Ot, na wszelki wypadek, żeby nie dać sobie w kaszę dmuchać.

A rosyjski umiem, więc trochę tego polskiego jednak też...

Na jej odpowiedź śmieję się gardłowo i mówię już po japońsku:

- Ojojoj, tylko mnie nie gryź, okej?

Siedząca obok brunetka patrzy na mnie niepewnie. Szczerzę do niej zęby, co musi wyglądać okropnie z moimi czarnymi wargami i piercingiem. Ona jednak uśmiecha się do mnie ciepło.

- Ty gawarisz pa ruska?* - zagaduję

- Ja nie panimaju pa ruski.* - odpowiada ze śmiechem. - To jedyne zdanie, jakie potrafię powiedzieć po rosyjsku. - przerzuca się na język, który wszystkie rozumiemy.

Wtedy blondynka postanawia się wciąć. Skrzydełka jej nosa rozdymają się lekko, jak u byka patrzącego na czerwoną płachtę.

Och, ostatnim razem, kiedy sprawdzałam, byłam ubrana cała na czarno ( minus luźne spodnie o zgniło-zielonym kolorze ).

- Czego tu tak właściwie szukasz, co, Rusek?

Ma laska charakterek – lubię ją.

Wyjmuję z kieszeni portfel ze sztucznej czarnej skóry. Na jego powierzchni namalowałam białym flamastrem powyginane drzewo na wrzosowisku, nad którym świecie księżyc. Subtelnie i klimatycznie, z lekkim dreszczykiem – sugestia, co jest moją domeną.

Patrzę na zdziwione towarzyszki.

- Kompanii do schlania się. - odpowiadam z drapieżnym uśmieszkiem.

.::*::.

- I on wtedy doszedł po dwóch minutach...! DWÓCH minutach, łapiecie?! - blondynka, która kazała się nazywać Yumi, śmieje się hałaśliwie.

Macha na wszystkie strony szklanką z czystą whiskey. Bursztynowy płyn rozchlapuje się na stole, na którym ja i brunetka, Alex, leżymy, wyjąc ze śmiechu. Podczas, gdy Yumi chwali się swoimi byłymi partnerami, my nie mamy za bardzo czym. Po czwartej butelce Alex przyznała się do dziewictwa. Ja, nie bardzo wtedy upita, gdy tylko rozmowa zeszła na takie tematy, wyznałam to, ale prędko dodałam, że to nie znaczy, że jestem taka znów niewinna.

- No wiecie. - mówiłam, zanosząc się głupkowatym chichotem. - To taki sport ekstremalny. Znajdujesz pijanego, napalonego faceta i zaczynasz go uwodzić. On sobie w tym zapijaczonym łbie bzdura, że ma już dziwkę na noc. A ty mu się w ostatniej chwili wyślizgujesz z łapsk jak pierdolony węgorz! - na koniec zrobiłam nieokreślony ruch rękoma.

Gdy teraz to sobie przypominam, zalewa mnie fala niekontrolowanego śmiechu. Ryczę i ryczę, czując, jak mięśnie mi drętwieją, a oczy zachodzą łzami. Alex i Yumi z kolei próbują nawiązać dalszą rozmowę.

Podchodzi do nas zakłopotany kelner. Mrużę oczy, próbując ustawić ostrość. Nie udaje się. Nawet nie umiem określić, czy ładny, czy nieładny... O, ta czarna plama na czubku głowy, to włosy, prawda?

- Bardzo przepraszam. - zaczyna, kłaniając się nisko. - Ale z powodu pań zachowania, szef prosi, by opuściły panie lokal. Przyszedłem z rachunkiem.

- Hvad*? - mówię.

Udawanie cudzoziemki i bycie "ja nie panimaju, co twoja godoć" jest w takich sytuacjach najlepszym wyjściem.

Kelnerzyna jest jednak cwany jak ten lis.

- Z całym szacunkiem, ale słyszałem, jak mówią panie po japońsku.

Mam mu powiedzieć, co sądzę o takim traktowaniu klienteli, gdy w tym samym momencie na chwiejnych nogach staje Yumi.

- Jakbyś był ładny...- zaczyna. - Ale nie jesteś... A szkoda... Boże, jaka szkoda...

Mam wrażenie, że zaraz wybuchnie szlochem. Zrywam się więc na równe nogi, prawie zwalając się na ziemię. Po jako takim utrzymaniu równowagi wbijam w kelnera wściekły wzrok.

Jednak czuję, że ktoś łapie mnie za ramię. Nie wiem, kto to, ale ten ktoś płaci kelnerowi i wybiega ze mną i Yumi „pod pachą”.

- Dokąd? - pyta „ten ktoś”.

Ach, no tak. Po głosie poznaję, że to Alex.

- Do mnie nie...- mamroczę. - Halldór... Sachiko...

- Do mnie. - odpowiada Yumi.

..::*::.

*Vera Lynn – popularna w latach 40-tych amerykańska piosenkarka

*Zdriastwujcie, towarzyszki. - ros. „Witam, towarzyszki”

*Ty gawarisz pa ruska? - ros. „Mówisz po rosyjsku?”

*Ja nie panimaju pa ruski. - ros.”Ja nie rozumiem po rosyjsku.”

* Hvad? - isl. „Co?”


czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 1 - Alex

,,Lekkomyślnie poszukiwałam czegoś.
W tamtych czasach akceptowałam popełnianie błędów.
Wiem, że zwykłam się ośmieszać,
Ale chciałam tylko biec naprzód, niczego nie żałując.
Mogłam ufać tylko sobie.
Przyjaciele nie byli mi potrzebni...*'' - tak było kiedyś... zanim pojechałam do Japonii.


Idąc ulicami olbrzymiego i malowniczego Tokio lubię przyglądać się codziennym życiu Japończyków. Odkąd pamiętam uważałam, że najpiękniejsze zdjęcia to te, które przedstawiają żywot ludzki, gdyż jest on nam najbliższy. Stają się one wtedy prawdziwsze i ukazują najważniejszą wartość: obecność w świecie. Moje oczy zauważyły małą dziewczynkę. Stała przy szybie niewielkiego sklepiku z lizakami. Dopiero gdy stawała na palcach mogła ujrzeć, jakie kolorowe, chwilowe szczęście znajduje się za tą gablotą. W ciągu sekundy wybrała odpowiednią słodycz. Lewą ręką wskazywała dany przedmiot, a prawą ciągnęła skrawek kurtki swej babci. Pstryk! Już ta rozczulająca chwila była w pamięci mojego aparatu. Zawsze mam go przy sobie, w końcu z zawodu jestem fotografem. Znaczy... aktualnie poszukuję jakiejś stałej pracy. Przypominając sobie o tym, ciężko westchnęłam. Po całym dniu szukania posady nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Rozejrzałam się za odpowiednim miejscem na zasłużony relaks. Niedaleko stało kilka samotnych ławek, lecz gdy zimny wiatr opatulił mnie, zrezygnowałam z tej decyzji. Skierowałam się do pierwszej najbliższej kawiarni na filiżankę gorącej herbaty z nutką cytryny. Ze szczęścia aż liczyłam ile kroków pozostało do celu. Zerknęłam na nazwę kafejki - ,, Kawaii Cafe". Jakie tandetne miano, boje się, że spotkam tam hordę piskliwych, niedojrzałych gimnazjalistek, a kelnerki ubrane w stroje pokojówek przynosić mi będą stosiki malutkich, kolorowych cukierków. Gdy otworzyłam drzwi na moją twarz buchnęło gorące powietrze. Wbrew moim podejrzeniom w skromnym pomieszczeniu panowała spokojna i przyjazna atmosfera. Ciepłe kolory ścian świetnie dopasowały się do drewnianych mebli. Do uszu napływała łagodna melodia, która pomagała nielicznym gościom się odprężyć. Rozpoczęłam poszukiwania za miejscem. Przede mną znajdowała się niewielka lada z kilkoma siedzeniami, z lewej o bok wnętrza opierały się skórzane kanapy, a przy oknie umiejscowiono parę niewinnych stoliczków z krzesłami. Na jednych z tych ostatnich spoczęły dwie starsze panie, które donośnie plotkowały. Zdecydowałam się klapnąć przy szybie z wielkim logo kawiarni. Odłożyłam swój bagaż i płynnym ruchem chwyciłam menu. Rzucałam okiem to na jedną propozycję, to na drugą. Mój wzrok przykuła filiżanka herbaty, o której marzyłam. Bez zawahania zgodziłam się na ten pomysł. Położyłam kartę na miejsce i spojrzałam na miejski krajobraz. Mimo, iż nastała już wiosna na dworze nadal trzymał się chłodny wiatr. Dla tutejszych mieszkańców nie był to problem, ulica przepełniona była spieszących się ludzi do pracy lub na zakupy. Chwilę przyglądałam się jeszcze temu, lecz później zorientowałam się, że przy mnie ktoś stoi. Była to niższa ode mnie blondynka. Jej strój był elegancki: średniej długości, czarna spódnica, wysokie szpilki oraz biała koszula ze zwiniętymi do łokci rękawami. Podkreślało to atmosferę panującą w kafejce. Miała lekko widoczne rysy oraz dość duże, błękitne oczy. Po jej urodzie można stwierdzić, że nie jest Japonką, a przynajmniej nie czystej krwi. Nie patrząc na mnie, nerwowo uderzała rysikiem długopisu o notatnik w jej ręce i czekała na moją odpowiedź:
- Dzień dobry, poproszę herbatę.
- OK – Rzuciła, obróciła się na pięcie i odeszła. Nie było to zachowanie odpowiednie w stosunku do klienta. Na szczęście ja nie miałam sił by się wykłócać, więc doszłam do wniosku, że pewnie dziewczyna marzy o wygodnym fotelu i miłym czytadełku. Z mych ciemnych jeansów wyjęłam telefon. Tao nie wysłał mi nadal żadnych wiadomości w sprawie zdjęć. Najgorsza w takich chwilach jest ta niepewność. Nie wiesz, czy powinnaś się na chwilę zatrzymać, czy może jak najszybciej przeć do przodu. Odłożyłam urządzenie zrezygnowana i wygodnie oparłam się o krzesło. Rozmyślałam na temat swojego aktualnego miejsca zamieszkania. Muszę znaleźć jakieś inne lokum, bo nie będę wiecznie żyć na koszt Tao. Jak ja mu się odwdzięczę? Niby zrobiłam dla niego ten album, ale to nie równa się z tym, co on zrobił dla mnie. Nagle myślami przeniosłam się do mojego rodzinnego domu. Jest on tak daleko, czy radzą sobie tam beze mnie? W ciągu sekundy wróciłam na ziemię, gdyż poczułam parzący ból na prawym udzie. Natychmiast podniosłam się, przewracając z hukiem delikatne krzesło. Rozgniewana spojrzała na bolącą nogę, by rozpoznać przyczynę dolegliwości. Na mych nowych jeansach spostrzegłam obszerną plamę, a na stole chwiała się to w jedną to w drugą stronę pusta filiżanka. Zostałam oblana gorącą herbatą! Wrogo zerknęłam na stojącą przy mnie kelnerkę, zgarnęłam garść serwetek i zaczęłam wycierać brud:
- Ja pier... znaczy, przepraszam panią bardzo, ja... Alex? - Zaskoczona luknęłam na kobietę. Skąd ona zna moje imię? Starałam się w głębi mojego pamięci odnaleźć jej twarz: różana cera, łagodnie zaostrzone rysy, krystalicznie błękitne paczadełka, długie, cienkie, proste, blond włosy i ten obfity biust. Z jej buzi nie schodził uśmiech, czekała na moją reakcje. Nadal jak idiotka patrzyłam na nią, nie mogąc sobie jej przypomnieć. Wtedy zrobiła coś zupełnie niespodziewanego -wyciągnęła w moją stronę mały palec:
- Pamiętasz? - Poczułam się jakby piorun we mnie uderzył. Ten niewinny gest wszystko mi odtworzył . Pamiętny dzień - 9 czerwiec, plac zabaw, 2 klasa podstawówki, obietnica na paluszki. Poczułam jak łezka kręci mi się w oku, lecz to nie była odpowiednia chwila na płacz. Zapomniałam już o piekącym bólu, o niemiłym incydencie, o moich problemach. Jedynie co chciałam wtedy zrobić, to uścisnąć moją  przyjaciółkę z dzieciństwa- Lenę. Rzuciłyśmy się w swe ramiona, niemiłosiernie przy tym piszcząc. W najskrytszych marzeniach nie wierzyłam, że jeszcze kiedykolwiek ją spotkam, a zwłaszcza w Japonii. Ciekaw jestem, czy zdaje sobie sprawę, jak ważną była dla mnie osobą, zwłaszcza w tamtym okresie mojego życia.
- Ja nie mogę, tyle czasu minęło, tyle mam ci do opowiedzenia. Co ty właściwie tu robisz? - Wykrzykiwała milion pytań na minutę, jak to przystało na Lenę, która pamiętam.
- Mogę spytać cię o to samo. Nie przypuszczałam, że znajdę cię w Tokio. - Naszą rozmowę przerwał przenikliwy okrzyk kobiety za ladą:
- Ayumi, pospiesz się, bo zaraz zamykamy.
- Hai**, już załączam się na tryb turbo - zasalutowała niezgrabnie do koleżanki z pracy, gestem ręki kazała mi zaczekać i obiegła całą kafejkę, by pozbierać naczynia. Podniosłam krzesło, klapnęłam na nim i spojrzałam na siebie. Ubrana byłam w biały top, skórzaną kurtkę koloru latte, na szyi owiniętą miałam kolorową chustę i do tego włożyłam ciemne jeansy i czarne szpilki na niewielkim obcasie. Na szczęście tylko moje spodnie ucierpiały w skutek oblania herbatą. Westchnęłam sobie cicho. Ayumi? Dlaczego ta niska Japonka tak nazwała moją starą przyjaciółkę? Czyżby podobnie do mnie w Kraju Wiśni używała drugiego imienia? Ale przecież ona jest Polką czystej krwi, jej dziadek nie nadał jej japońskiego miana, tak jak mi. Postanowiłam nie zaprzątać sobie tym głowy, dzisiaj jest mój szczęśliwy dzień, powinnam się bawić, a nie zamartwiać takimi bzdetami. Uśmiechnęłam się do siebie, przypominając spędzone razem dziecięce chwile: zabawa w wojnę, policję i złodziei, kalambury, nocowanie w namiocie. To były naprawdę radosne momenty. Nagle przypomniałam sobie również TO wydarzenie. Strach, płacz, krew... Zacisnęłam pięści, by odrzucić to wspomnienie:
- Wszystko gra? - Podniosłam głowę, by spojrzeć na właściciela głosu. Gdy patrzyłam wtedy głęboko w oczy Leny, jeszcze bardziej poczułam jak ważną jest dla mnie osobą. To ona była przy mnie, rozśmieszała mnie, podnosiła na duchu i nigdy mnie nie oceniała. Była dla mnie jak siostra, zawsze ją podziwiałam i chciałam mieć tyle radości co ona. Nawet teraz, gdy widzi, że coś mnie trapi, o nic nie pyta, uśmiecha się szeroko i wyciąga w moją stronę otwartą dłoń. To ona pomagała mi się podnieść, pomaga nawet tak słabej osobie jak ja.* Zabrałam swój bagaż, położyłam swoją rękę na jej, chwyciłyśmy się i wyszłyśmy. Same nie wiedziałyśmy, gdzie idziemy, ważne że byłyśmy razem.
- Ej, a co z kasą za herbatę? - Spytałam.
- Oblałam cię ją, więc za co masz płacić? - Przytaknęłam. Dopiero na zewnątrz zauważyłam, że jej strój diametralnie się zmienił: czarna skórzana kurtka, biały, luźny top z czarnym nadrukiem gitary, czarne obdzierane na kolanach rurki i glany. Moim zdaniem zupełnie nie pasował do jej charakteru, lecz nie moim zadaniem jest jej ocenianie. Chyba spostrzegła się, że ją oglądam, uśmiechnęła się znów i donośnym głosem wykrzyknęła:
- Trzeba to oblać, chodź wejdziemy do pobliskiego baru. - Zaskoczona spojrzałam na nią i szybko dodałam:
- Hai!**

*Tekst Miseinen - The GazettE
**Hai - jap. Tak