„Ach, dlaczego tak boli, gdy chcę Cię dotknąć?
Myślę, że to dlatego, iż boję się,
że popełnię ten sam błąd i Cię stracę[…]
Nawet jeśli twoje uczucia do jutra wyblakną,[...]
Nawet jeśli nie będziesz mnie mogła jutro ujrzeć,
Będę Cię ciągle, niezmiennie kochała…”*-Ten list leży na dnie skrzynki...
- Wstawaj leniu! - Obudziły mnie te słowa. Nie jestem co do nich pewna, gdyż mój mózg jeszcze nie myślał i nie przetwarzał informacji. Na twarzy wykrzywił mi się grymas, błagający o ciszę. Każdy najmniejszy dźwięk, szmer i świst przeszywał niemiłosiernie moją głowę. Mozolnie usiadłam na łóżku. Przeciągnęłam się, cicho jęcząc. Rozejrzałam się dokoła, starając przypomnieć sobie gdzie jestem i co wczoraj się wydarzyło. Znajdowałam się w małym pokoju w jasnych kolorach i z niewielką ilością mebli. Gdzieś w kącie mieściło się biurko, po lewej stronie dumnie prezentowała się drewniana szafa, a w jeszcze innym miejscu spoczywał regał. Westchnęłam ciężko, ponieważ musiałam wstać, a czułam się jakby ktoś walił mnie młotkiem po głowie. Ostrożnie podniosłam się i przejrzałam się w lustrze, które wisiało przede mną. Miałam na sobie te same ciuchy co wczoraj, czyli byłam tak pijana, że nie miałam siły by się w co innego przebrać. Leniwie, ciągnąc za sobą nogi, podeszłam do drzwi. Gdy złapałam za klamkę usłyszałam olbrzymi huk, a zaraz po tym krzyk:
- Ja pierdole! - Otworzyłam wrota. Znalazłam się w salonie w kolorach ecream (kremowy) z różnymi czarnymi, japońskimi napisami. Nie miałam czasu je przeczytać, gdyż mój wzrok przykuła niska postać leżąca na podłodze między kanapą, a drewnianym, niskim stolikiem. Po głosie rozpoznałam, że to kobieta. Jej salwa przekleństw nie skończyła się, pod nosem nadal coś marudziła. Uklęknęłam przed nią, ona lekko podniosła głowę i spojrzałyśmy na siebie. Obie miałyśmy taki sam wyraz twarzy: starałyśmy sobie przypomnieć kim jest ta druga osoba. Wyciągnęłam do niej dłoń, by pomóc jej wstać. Chwyciła moją rękę, wtedy w ciągu jednej sekundy część scen wczorajszej nocy powróciło: impreza w „Drunk Paradise”, Kris, alkohol, Yumi… Yumi! Raptownie wstałam, puszczając Kris i pobiegłam poszukać swojej przyjaciółki z dzieciństwa. Kobieta uderzyła znów o podłogę, ale nie przejęłam się ani tym ani bólem głowy. Nagle przede mną otworzyły się drzwi:
- Jezu! - Wykrzyknęłam, ponieważ prawie dostałam w twarz. Głęboko odetchnęłam, by się uspokoić. W progu stała średniego wzrostu, blond włosa kobieta. Wyciągnęła do mnie rękę, a na niej leżały dwie tabletki:
- Łap, druga jest dla Kris, inaczej nie da rady nam wstać – Kiwnęłam głową i połknęłam jedną pastylkę. Zbliżam się do niewielkiej osóbki, uklękłam i delikatnie ją poklepałam po głowie:
-Gomen**, nie uderzysz już więcej o podłogę.
- No ja myślę – usiadła po turecku. Podałam jej mordercę kaca. Z zapałem spożyła go. Oparła się o kanapę, a głowę odchyliła i zamknęła oczy, czekając aż dolegliwości miną. Wstałam i skierowałam się do drzwi, z których wyszła niedawno Yumi. Łazienka okazała się być małą, białą komorą. Przez wannę i szafkę nie zostało tam zbyt dużo wolnego miejsca. Blondynka suszyła włosy, ale uśmiechnęła się do mojego odbicia w lustrze. Odwdzięczyłam się jej tym samym i bezgłośnie poprosiłam o szczotkę. Bez zastanowienia z szafki pod umywalką wyjęła dany przedmiot. Gdy czesałam włosy, nagle przyszła do nas Kris. Nie przejmując się tym, że nie ma miejsca dla trzech dziewczyn, wepchała się między nas. Sypnęłam kilka niecenzuralnych słów w jej stronę, ale albo hałas suszarki je zagłuszył albo zignorowała mnie. Opłukała twarz wodą, cały czas kując nas łokciami w brzuchy. Ayumi to zirytowało, więc postanowiła biodrem popchnąć osóbkę. Ta złowrogim spojrzeniem zerknęła na odbicie swojej agresorki. Kasztanowłosa nadepnęła niezdarnie na nią, ale straciła równowagę i ręką uderzyła mnie. Średniego wzrostu kobieta zaczęła dusić się ze śmiechu, ja zaraz również, natomiast Kris naburmuszyła się, a po sekundzie śmiała się razem z nami:
- Ok, dosyć tego dobrego. Nie ma innego miejsca, by się bawić? - Zażartowała Yumi – Już, wynocha, bo spóźnimy się do pracy – delikatnie wypchała nas z małego pomieszczenia:
- A gdzie pracujesz? - Zaciekawiłam się.
- Jestem wizażystką oraz stylistką i jeśli zaraz nie zjawię się w pracy, to chłopaki się wkurwią.
- To ty malujesz facetów?! - Zerknęłam na nią zdziwiona. Moje oczy wyglądały jak dwa wielkie talerze. Zachichotała cicho, zakrywając usta dłonią, typowy gest Japonek:
- Oczywiście! Kiedy ich maluje lub wybieram im ubrania, to dodatkowo mam z tego przyjemność. - Mrugnęła do mnie porozumiewawczo i skierowała się do swojego pokoju:
- Pożyczę wam trochę ubrań, ale tylko ten jeden jedyny raz. Po pracy wrócicie i zabierzecie swoje rzeczy, a teraz się pospieszmy.
- Ale mi się nie chce oglądać znów tych samych gęb! – jęczała Kris i rzuciła się na kanapę plackiem. Coś jeszcze marudziła w poduszkę, lecz nie mogła tego zrozumieć. Gdzie ona to musi pracować, że tak bardzo nie chce tam iść? Po kilku sekundach moja stara przyjaciółka raptownie wychyliła się za drzwi i cisnęła ubraniami w naszą stronę. W ostatniej chwili złapałam swoje, a drugie zawiniątko spadło na kasztanowłosą. Wróciłam do pokoju. Szybko przebrałam się i zerknęłam w lustro jak wyglądam. Miałam na sobie biały top, czarną marynarkę, jeansy i czarne baleriny z niewielkim obcasem. Czegoś mi tu brakowało. Ach, no tak, mojej bransoletki: srebrna, skromna, z małym, pustym w środku serduszkiem. Dostałam ją od ojca w dniu wylotu. Złapałam torebkę i weszłam do salonu. Spostrzegłam, że Kris, ubrana w obcisły, czarny T-shirt z czerwonym napisem ,,Devil Girl”, który dostała od Yumi, czegoś intensywnie szukała. Akurat z kanapy rozrzucała poduszki na wszystkie strony:
- Czego szukasz? - spytałam, nachylając się przed nią.
- Spodni! Bez nich raczej nie przyszłam… a może aż tak się schlałam, że nie pamiętam, że jakiś sukinsyn zrobił mi świństwo! - Wybuchłam śmiechem, przypominając sobie, jak wczoraj wylała napój.
- Ja bym zapamiętała to, wiesz mi. Spokojnie, nic się nie stało, wiszą na balkonie - Rzekła Yumi, stojąc w progu. Strój do pracy miała dość… specyficzny: ciemna kurtka skórzana, czerwony top, czarne rurki z przetarciami i dziurami oraz tego samego koloru, wysokie szpilki. Do tego te rzucające się w oczy pomalowane na wiśniowo usta i kreski nad powiekami. Postanowiłam tego nie komentować. Kasztanowłosa kiwnęła, dziękując i wyszła po część swojej garderoby:
- Tylko się pospiesz, bo pójdziemy bez ciebie.
- A gdzie dokładnie idziemy? - Zainteresowałam się tematem.
- Do studia. Okazało się, że Kris tam będzie śpiewać, a ja tam muszę uzgodnić z chłopakami stylizacje.
- To ona śpiewa?! - Zaskoczyła mnie ta informacja. Nie podejrzewałam, że takie małe, dziwne stworzenie umie śpiewać. Blondynka pisnęła (czasem tak ma, gdy się śmieje):
- Dla ciebie też mam robotę – Postanowiła nie komentować mojej wypowiedzi. Po jej słowach moja twarz rozpromieniła się. Długi czas czekałam na te wieści:
- Naprawdę? Gdzie?
- Nie jest to jeszcze pewne, ale jeśli jesteś dobrym fotografem to może uda mi się załatwić kilka sesji zdjęciowych z chłopakami – Mrugnęła do mnie. Wzięłam wielki wdech i zaczęłam krzyczeć:
- Boże, to by było super! Tak się cieszę! Jesteś wspaniała! Jak ja ci się odwdzięczę?!… - Mogłabym dalej wydzierać się, ale przerwało mi ględzenie Kris:
- Dosyć już tych pisków, bo uszy odpadną! Takie decybele zniszczą mi słuch i co ja powiem Halldórowi? - Rozgniewała się. Zamiast się uciszyć, obie zaczęłyśmy się śmiać. Już odkryłyśmy, że mała ma w swoim zwyczaju wszystkich obrażać i przekrzykiwać. W jej kącikach ust pojawił się lekki uśmieszek, westchnęła i rzekła:
- Chodźmy już, serio – Uspokoiłyśmy się i wyszłyśmy z mieszkania. Poprawiałyśmy makijaż, czasem jedna coś bąknęła, druga zachichotała inna zarzuciła wulgaryzmem. Kupiły jeszcze szybko gotowe kanapki na śniadanie. Tak wyglądała druga do pracy.
Po kilkunastu minutach pieszej wędrówki (spóźniłyśmy się na tramwaj, dlatego musiałyśmy przejść ten dystans) zatrzymałyśmy się przed wysokim, szarym budynkiem. Na pierwszy rzut oka nie przypominał w niczym studia muzycznego, prędzej jakąś opuszczoną restaurację. Przed nami dumnie prezentowały się ciężkie, ciemnobrązowe drzwi. Yumi chciała wcisnąć guzik na domofonie, lecz Kris ją uprzedziła, wparowując bez pozwolenie z kopem do środka:
- Przybyła Kris! - Wykrzyknęła i brnęła dalej przed siebie. Z przyjaciółką popatrzyłyśmy na siebie, wzruszyłyśmy ramionami i podążyłyśmy za koleżanką po schodach. Im głębiej zapuszczałyśmy się, tym bardziej wątpiłam, że jest to studio. Ściany wyglądają, jakby dawno ich nikt nie malował, a podłoga jest w jeszcze gorszym stanie. Na drugim piętrze weszłyśmy przez brązowe wrota do lepiej wyglądającego miejsca. Przed nami ciągnął się czysty, biały korytarz, gdzieniegdzie po bokach znajdowały się drzwi. W powietrzu unosi się zapach dymu papierosowego, który drażnił mój nos, ale i też trochę woni wody kolońskiej. O, to świadczy o dużej ilości mężczyzn. Słyszałam przytłumione dźwięki różnych instrumentów oraz odległe słowa piosenek. Dziewczyny ruszyły przed siebie, ja posłusznie za nimi podążałam, gdy naglę ktoś złapał mnie za prawe ramię:
- Ty! Gdzie ty się wybierasz?! A przepustka? - Mimowolnie drgnęłam i spojrzałam za siebie. Ta olbrzymia dłoń należy do szerokiego w barach, ciemnoskórego mężczyzny. Wyglądał jak typowy gangster, biło od niego wrogością:
- Eto… ja… - Nerwowo szukałam jakiegoś wytłumaczenia.
- Ian, daj spokój! To nie jest psycho-fanka, która przyszła sprawdzić, którzy faceci bawią się w dziurkę i kluczyk między sobą – Kris delikatnie szturchnęła ramię olbrzyma, śmiejąc się do niego porozumiewawczo( jak go w ogóle dosięgnęła?). Na jego twarzy pojawił się grymas, nie wiem czy przeze mnie, czy raczej przez słowa kasztanowłosej. Puścił mnie, coś bąknął pod nosem i pozwolił nam odejść. Yumi chwyciła mnie za nadgarstek i pociągnęła za sobą:
- Pośpieszmy się, bo Sakai-san nie lubi spóźnialskich – Biegłyśmy wzdłuż korytarza, mijając co jakiś czas różnych ludzi. Kris w pewnym momencie odłączyła się od nas i weszła do któregoś z pomieszczeń. Kątem oka zauważyłam stojących tak grupkę facetów, lecz żadnego z nich nie znam. Nagle zatrzymałyśmy się, stojąc przed drzwiami z numerem 9. Obok nich zawieszona była płyta z napisem „Ryo Sakai”. Ayumi wzięła głęboki wdech i spojrzała na mnie:
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Sakai-san jest wesołym gościem, ale niestety surowym. - Zapewniała mnie przyjaciółka. Kiwnęłam głową i weszłyśmy. Biuro nie było duże, raczej dość małe. Przy szarych ścianach stało wiele regałów zapchanych różnymi kartkami, książkami czy segregatorami. Na środku mieściło się szerokie, drewniane biurko, a naprzeciwko niego umiejscowione były dwa białe fotele. Przy stole rozmawiał przez telefon Sakai-san. Wyglądał jak typowy Japończyk: krótko ścięte czarne włosy, lekko opalona cera oraz garnitur. Ręką pokazał, byśmy mu nie przeszkadzały, lecz blondynka nalegała. Palcem wyjaśniła, że zajmiemy tylko minutkę. Prawie niewidocznie przewrócił oczami i kazał nam usiąść. Wykonałyśmy jego polecenie. Sztywno spoczęłam przed moim możliwym pracodawcą. Zerknęłam na moją przyjaciółkę. Ona wygodnie rozwaliła się, zupełne przeciwieństwo mnie. Rozglądała się i kręciła. Nie trzeba być geniuszem, by zauważyć, że się nudzi. Nagle zauważyła stojący na blacie bibelot – kule śnieżną z miniaturową wieża Eiffla w środku i małą plakietką „Paris”. Raptownie chwyciła go i zaczęła się nim bawić. Obracała, podrzucała, trzęsła i niespodziewanie wypadł jej z rąk. Gdy trzasnął o podłogę, każdy się spiął, a Sakai-san urwał w połowie słowa i po chwili dalej kończył rozmowę. Ona natomiast szybko podniosła zabawkę, obejrzała, czy czasem jej nie zabiła i ułożyła przedmiot. Wtedy mężczyzna odłożył słuchawkę;
- To co was tu sprowadza, oprócz niszczenia moich pamiątek? - Spytał, podniósł jedną brew i oparł głowę o złączone palce. Yumi nerwowo zachichotała, po chwili spoważniała i sztywno usiadła w fotelu;
- Jak miewa się Takashi? Wiadomo, kiedy go wypuszczą?
- Jego stan jest stabilny, ale nie wiemy kiedy wróci do pracy. Cały czas szukam kogoś na jego miejsce, dlatego jestem dość zajęty.
- Ok, to będę się streszczać, może znalazłam rozwiązanie twojego problemu – Wskazała mnie palcem – To jest moja stara przyjaciółka, jeszcze z czasów podstawówki...
- Rei Adachi, miło mi pana poznać – Przerwałam jej w połowie zdania. Wstałam i ukłoniłam się.
- Ryo Sakai, mi również jest miło – kiwnął głową w geście ukłonu. Przetasował mnie wzrokiem, pewnie zdziwiło go moje nazwisko, które jest zbyt japońskie jak na moją urodę. Znów spoczęłam, pozwalając przyjaciółce kontynuować.
- Rei jest z zawodu fotografem i to naprawdę dobrym, widziałam kilka jej prac. Są wspaniałe, te ujęcia, te kolory…
- Dobra, dobra, skończ już słodzić. - zastopował ją szef – Sama przecież wiesz, że potrzebujemy kogoś z doświadczeniem. Chłopaki to nie byle kto…
- Wiem o tym, ale proszę dać jej jedną szansę! - Wykrzyknęła Yumi, stając z miejsca i uderzając dłońmi o blat. Podskoczyłam lekko, zaskoczona reakcją blondynki. Zerknęłam na Sakai-sana, lecz ten nie był wzruszony postawą swojego pracownika. Widać jest już przyzwyczajony do wybuchowego charakteru dziewczyny. Chwilę w ciszy patrzyli sobie w oczy. Atmosfera stała się napięta. Czułam się wtedy trochę niezręcznie, niecierpliwie czekałam na rozwój wydarzeń;
- Ehh, i co ja mam z wami. Nie dość, że Akira zniszczył nasz nowy ekspres do kawy to jeszcze Yuu przyszedł dzisiaj do pracy z kacem.
- Ehh, i co ja mam z wami. Nie dość, że Akira zniszczył nasz nowy ekspres do kawy to jeszcze Yuu przyszedł dzisiaj do pracy z kacem.
- TEN ekspres do kawy! - Znów Yumi się wydarła – Spokojnie, ja już doprowadzę ich do pionu – kobieta pokazała „okejke” i uśmiechnęła się do szefa. Ten odwzajemnił się tym samym. Ich relacje, jak na pracodawcę i pracownika, były dość luźne i przyjemne:
- Wracając do sprawy Adachi-san - Yumi usiadła. - Zrobimy tak: dam pani jednego z chłopaków, wykona pani kilka zdjęć, a ja ustalę, czy nadaje się pani.
- Zgadzam się! - Szybko rzekłam. Momentalnie uspokoiłam się i byłam dobrych myśli.
- Dzięki! - Dodała blondynka. Sakai-san chwilę na mnie patrzył, westchnął i dodał:
- Boże, ale czemu znów Europejka? - Wszyscy wybuchli śmiechem. Taki pracodawca to mi się podoba. Po kilkunastu sekundach uspokoiliśmy się:
- Ale którego jej damy? - rzekła moja przyjaciółka.
-Hmm… Niech pomyślę… - Nagle ktoś energicznie otworzył drzwi. Wszyscy spojrzeliśmy, kto to taki. W progu stał mniej więcej mojego wzrostu, ciemnowłosy mężczyzna. Od razu zauważyłam, że jest to rodowy Japończyk. Ubrany był w ciemne, luźne dżinsy oraz w czerwoną bluzkę:
- Ryo, słuchaj jest sprawa. Znów problemy z elektronika, nie mam jak grać – Sakai-san i Yumi popatrzyli na siebie i po chwili kiwnęli równocześnie głowami:
- Dobrze się składa, bo widzisz mamy tu nowego fotografa – Wskazał mnie ręką szef. Brązowooki mężczyzna rzucił na mnie okiem, potem znów na Sakai-sana – I chcemy go przetestować, dlatego zostaniesz jej modelem na jedną sesję. - W kącikach jego ustach zauważyłam lekki grymas być może zniesmaczenia lub zirytowania. Ewidentnie nie pasował mu ten plan:
- Ale dzisiaj miała być nagrywana perkusja~ – Zajęczał chłopak. Szef rozłożył ręce:
- Przykro mi, Yutaka. Plany są ruchome, sam o tym wiesz - Dłonią wskazał mnie. - To jest Rei Adachi. Spędzisz z nią dzisiaj popołudnie – Yumi zaśmiała się, a Sakai-san tylko uśmiechnął, natomiast Yutaka podrażniony bąknął, że nie ma innego wyboru i wyszedł:
- Ehh, przepraszam za jego brak kultury, ale on tak już ma, gdy jest zdenerwowany – Rzekł Sakai-san.
- A jak on się zachowuje, gdy jest wkur… znaczy wkurzony, to dopiero nie można z nim wytrzymać – Dodała Yumi. Kilka szekund siedzieliśmy w ciszy, którą przerwała moja przyjaciółka:
- Dobra, to już chyba wszystko, jeszcze raz wielkie dzięki i pozdrów Takashiego,wszyscy za nim tęsknimy – teraz skierowała się w moją stronę – Alex, pokażę ci, gdzie będziesz pracować, a ja poszukam Reitę i pogadam z nim o ekspresie.
- Alex? - Spytał zdezorientowany czarnowłosy, pomijając to, że miał problem z powtórzeniem mojego imienia. Wyjaśniłam mu wszystko:
- Tak, bo widzi pan, moje pierwsze imię to Alexandra, drugie Rei. Przyjaciele zwracają się do mnie Alex.
-Ach, rozumiem. Dobrze, nie będę was już zatrzymywał. Ayumi?
- Tak? - Odpowiedziała dziewczyna.
- Daj Akirze dobrze do zrozumienia, że bardzo tęsknie za ekspresem – mrugnął do niej porozumiewawczo. Blondynka uśmiechnęła się:
- Do widzenia. - Ukłoniłam się, Yumi pomachała ręką i wyszłyśmy z pomieszczenia. Na korytarzu znajdowało się sporo ludzi, a hałas panował tak olbrzymi, że nie mogłam zrozumieć ani jednego zdania. Stały tam osoby wyglądające zupełnie inaczej: ktoś w skórze i kolcach, ktoś w garniaku, ktoś w dresie. Przepchnęłyśmy się przez ten tłum i przeszłyśmy przez drzwi z numerem 15. Ile może tu być jeszcze tych numerów? Weszłyśmy do dużego,szarego pomieszczenia z profesjonalnym sprzętem dla fotografa. Z zachwytu aż wciągnęła powietrze i podeszłam, by wszystko dokładnie obejrzeć:
- Może najpierw się przedstawimy? - Od zajęcia oderwały mnie te słowa. Nie zauważyłam, że na końcu pokoju na krześle siedzi Yutaka. Rozwalił się wygodnie na mebelku, ręce miał w kieszeniach spodni. Czułam, że chyba nie będzie nam się dobrze pracowało:
- Przepraszam, nie zauważyłam pana – ukłoniłam się, by z szacunkiem przeprosić go, może to załagodzi atmosferę.
- To może ja was zostawię. A właśnie, Kai, nie wiesz, gdzie jest Reita?
-Hm? Z tego co wiem, to chyba z Taką poszli do kuchni coś wypić – Uprzejmie odpowiedział czarnowłosy. Dla niej to już potrafi być miły, tak?
- A, to dobrze się składa. No to do zobaczyska, Bye Bye – powiedziała blondynka, wychodząc.
- Bye – rzekłam szybko.
- Ciao – odparł czarnowłosy. Za drzwiami dobiegały krzyki Yumi:
- Akiś, Aki-chan, ty pokrako, gdzie żeś się schował? - Gdy Yutaka to usłyszał zaśmiał się. Wtedy dokładniej mu się przyjrzałam. Ma delikatne rysy twarzy, brązowe oczy oraz to co mi przykuło najbardziej uwagę, to cudny dołeczek na lewym policzku. Wydawał się wtedy taki słodki, a zarazem taki przystojny… chwila, opanuj się kobieto, to twój model! Otrząsnęłam się i podeszłam do niego bliżej. Zamilkł. Stojąc przed nim, wyciągnęłam rękę:
- Alexandra Rei Adachi, miło mi pana poznać – Zauważyłam, że jego oczy otworzyły się szerzej ze zdziwienia:
- Are… co? - zaśmiałam się cicho pod nosem. Usta zakryłam dłonią, jak to robią Japonki. Wtedy jego oczy przez sekundę się zmieniły na... maślane i szkliste? Tak ,to chyba dobre określenie. Raz dwa mnie przetasował od stóp do głów i się uśmiechnął.
- Wystarczy Rei – zamachnęłam ręka, dając mu do zrozumienia, by się nie wysilał.
- Yutaka Tanabe, mi również miło, ale możesz mi mówić Kai – podaliśmy sobie ręce i nimi potrząsnęliśmy. Kiedy przywitanie mieliśmy już za sobą podeszłam do sprzętu. Z doświadczenia wiedziałam, że pracując z modelami trzeba podtrzymywać rozmowę, bo inaczej oni się znudzą i nie będą współpracować:
- Czemu właściwie Kai? - Zagadałam, nie patrząc na niego.
- To mój pseudonim artystyczny… zaraz to ty nie znasz mnie? - Zerknęłam na jego twarz. Odczytałam z niej trochę zdziwienia, ale też irytacji. Przekręciłam głową i wróciłam do pracy:
- Trudno, może nawet lepiej. Wolę pracować z osobą, która nie będzie za każdym razem piszczeć mi do ucha jaki to jestem słodki. Nie jest mi to potrzebne, by być tego świadom - Bąknął:
- Uśmiech! - Niespodziewanie wykrzyknęłam. Flesz zabłysł. Spojrzałam na wykonane zdjęcie.
- Co ty robisz?! Nie byłem przygotowany!
- O to właśnie chodziło… hmm… nie, nie jesteś fotogeniczny, na spontanie to nie wyjdzie – Zerknęłam na mojego modela. Zdezorientowany patrzył na mnie, ale też ze złością. Boże, ale on ma humory, jak baba w ciąży. Chyba zbytnio nie lubi krytyki, pewnie dlatego, że jest sławny i przyzwyczaił się, że przyjmuje tylko komplementy. Postanowiłam mu wytłumaczyć moją taktykę:
- Muszę sprawdzić, którą opcję wybrać. Niektórzy najlepiej wychodzą, gdy nie są świadomi, że ktoś robi im zdjęcia, inni muszą zastanowić się nad tym, jaką pozę przybrać, a pozostali muszą być ustawiani przez fotografa. Ty nie należysz do tych pierwszych – znów spojrzałam na wykonane zdjęcie. Nie dość, że było rozmazane to w dodatku miał komiczny wyraz twarzy. Na pewno nie nadaje się to do pokazania. Od razu je wymazałam z pamięci aparatu:
- Proszę, ustaw się – Chłopak otrząsnął się, kończąc przetwarzanie informacji i zaczął się kręcić, wymyślając jakąś pozę. Czekałam… czekałam… i nie wytrzymałam;
- Poczekaj, musisz…
- Jak mam się jakoś ustawić, skoro nawet nie wiem co mam pokazać!
- No to zastanówmy się, co chciałbyś pokazać… eto… może radość? Chyba najprostsze.
-Hę? Nie jestem aktorem ani modelem, tylko perkusistą.
- Dobrze, spokojnie. To może ja ustalę kilka konceptów, a ty po prostu się tak ustawisz? - Pokiwał rozgniewany. Przekręcałam głową, by spojrzeć na niego z różnych perspektyw. Musiałam wiedzieć, z której strony wyjdzie on najlepiej;
- Usiądź wygodnie, nie zbyt głęboko, szeroko nogi, oprzyj się o oparcie, ręce też na nim ułóż – wykonał moje polecenia. Ukucnęłam niedaleko niego i zaczęłam pstrykać. To z dołu, to z lewej, to od góry itd. Dostrzegłam, że powoli zaczyna się nudzić i ta poza staje się dla niego nie wygodna:
- Teraz noga na nogę, oprzyj ramie na nodze, a głowę na dłoni – Szybko rzekłam. Zaraz potem dodałam – No to może opowiesz mi coś o sobie?
- Eto… no jestem perkusistą, a zarazem liderem zespołu „The Gazette”. Mam 27 lat. Urodziłem się…
- Ale nie musisz opowiadać mi swojego życia – uśmiechnęłam się do niego – powiedz mi bardziej o swoich cechach charakteru, chce je ukazać na zdjęciach – Zamilkł, więc zerknęłam znów na niego. Chyba uświadomił sobie, że na poważnie biorę tę sesję. Wtedy trochę się zmienił: uspokoił się i zaczął bardziej współpracować:
- Hmm… ciężko jest mówić o sobie… - Pierwsza wskazówka dla mnie: skromny – eto… mam raczej charakter tyrana, ale też lubię sprawiać przyjemność moim przyjaciołom… - zachichotałam pod nosem. Charakter tyrana? Już się o tym przekonałam – Czemu się śmiejesz?
- Ponieważ idealnie dobrałam pozy.
- Tak? To chyba dobrze… To teraz moja kolej – Przestałam na chwilę robić zdjęcia i popatrzyliśmy sobie w oczy. Ciepło się do mnie uśmiechał, co trochę mnie zmieszało i zawstydziło. Szybko wróciłam do obiektywu, by nie zauważył mojego rumieńca. Alex, weź się w garść, to twój model, jesteś w pracy! Czekałam, aż dokończy swoją wypowiedź.
- Skąd jesteś? - Czułam, że to pytanie padnie, jak to zwykle jest, gdy kogoś poznaję.
- Pochodzę z Polski, ale przeprowadziłam się z ojcem do Anglii – powiedziałam na jednym wydechu.
- Wiedziałem, że nie jesteś Japonką. One nie mają tak dużych biu… oczu… tak są naprawdę wielkie – Zapadła cisza. Chyba nie uważa, że jestem na tyle głupia, że nie wiem co chciał powiedzieć. Wredny! Zboczony jak każdy facet! Chyba zauważył, że się rozgniewałam, bo po chwili dodał:
- Po lewej stronie masz dołeczek, prawda? W tym samym miejscu co ja, mam rację? - Luknęłam na niego. Palcem pokazywał swój policzek – Słodkie są, ne?*** - Zarumieniłam się, więc zignorowałam go i wróciłam do pracy:
- Usiądź teraz bokiem, opierając jedną nogę o krzesło – bez zająknięcia wykonał moje polecenie. Siedzieliśmy już cicho, nikt o nic nie pytał, tylko ja czasem kazałam mu zmienić pozycję. Sesja nie trwała już długo, kilkanaście zdjęć i skończyliśmy. Kiedy odłożyłam aparat na miejsce zaczął boleć mnie brzuch. Co jeśli nie dostanę tej pracy? Co wtedy zrobię? Wrócę do Anglii i będę pracować przy kasie? Przekręciłam głową, by wyrzucić te myśli i się uspokoić.
- Dziękuję za współpracę. Serio, miło mi się z tobą pracowało – Odwróciłam się, by spojrzeć na źródło głosu. Yutaka włożył ręce do kieszeń spodni i powoli szedł w moja stronę. Ciepło się do mnie uśmiechał ukazując swój dołeczek. Zakłopotana szybko wycedziłam:
- Tak, ja też nieźle się bawiłam, choć wolę fotografować ludzi na spontanie – Teraz stał przede mną i uważnie mnie słuchał, czekał aż wyjaśnię mu, co kryje się za tymi słowami, więc kontynuowałam:
– Najpiękniejsze zdjęcia, to te które ukazują codzienne życie, a nie te sztywne, ściśle ustalone. To jest trochę jak z życiem… piękne jest te, które jest spontaniczne, a nie ukierunkowane przez innych i monotonne… - wyszeptałam, bardziej mówiąc to do siebie, niż do niego. Spuściłam głowę, patrzyłam na podłogę. Czemu tak bolała mnie ta metafora? Aż tak bardzo opisywała moje życie?
- Czas już iść, może jeszcze kiedyś się spotkamy – podniosłam wzrok i zobaczyłam szeroki uśmiech czarnowłosego. Nie był to zwykły uśmiech, miał on mnie podnieść na duchu i wesprzeć. Niepewnie odwzajemniłam uśmiech i skierowałam się w kierunku drzwi. Zatrzymałam się przed nimi, odwróciłam i machając wykrzyknęłam:
- Bye Bye – i wyszłam do pustego korytarza. Żadnej żywej duszy, pustka. Chwilę jeszcze stałam, później szłam wzdłuż korytarza, by znaleźć jakieś miejsce na odpoczynek. Przez jedne z otwartych drzwi zobaczyłam jakiś niski stolik, dwie kanapy i kilka krzeseł wokół. Sprawdziłam plakietką obok wejścia - „poczekalnia”. Bez ponownego zastanowienia weszłam do środka i spoczęłam na kanapie, czekając na wiadomość decydująca o mojej przyszłości.
*Tekst Cassis – The GazettE
** Gomen - jap. sorki
***ne – jap. prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz