piątek, 15 maja 2015

Rozdział 3 - Ayumi

Pamiętam jak wracałyśmy z baru niosąc na rękach Kris. Biedna, nachlała się jak rasowy Rusek. Oparłam się o drzwi i otworzyłam zamek. Weszłyśmy do mojego mieszkania.  Czym prędzej położyłyśmy kurdupla na kanapie.  Przeniosłyśmy się z Alex do mojej kuchni, aby pozwolić małej spać. Siedziałyśmy w niej i dalej piłyśmy. Niespodziewanie chwiejnym krokiem przyszła do nas Kris.
            - Sugeruję abyś się położyła. – Powiedziałam do niskiego ktosia.
            -  Nie… loskasuj mi – Mówiła pijana mrówka
            - Yumi ma rację, powinnaś się …. -  Nie zdążyła dokończyć żyrafa, bo przerwał jej nagły odruch złapania maleństwa, kiedy ono zachwiało się i niebezpiecznie zaczęło lecieć do przodu, ale podparło się ręką o blat i zniweczyła plany szatana, aby rozjebała się na podłodze. Szybko wzięłam z pod stołu mały taboret i postawiłam obok kurdupla. Alex posadziła siłą Kris na mebelku. Znowu wzięłyśmy małą na kanapę, ale opadłyśmy na nią razem z zombi. Na szczęście ten mały pijok zabrał z kuchni flaszkę wychlanej już do połowy wódki. Sięgnęłam za sofę w nadziei, że została tam butelka pepsi, którą zostawiłam dzisiaj rano. Złapałam przedmiot, ale na moje nieszczęście ciągnąc go do góry przetrąciłam mojego rudego kota. Zobaczyłam na stoliczku przy siedzeniu, rozstawione trzy kieliszki, które posiadały już zawartość. Chciałam zaprzeczyć, że Kris nie ma pić, ale ta już czekała z szkiełkiem w ręce na dolewkę pepsi do napoju. Westchnęłam cicho i nalałam jej. Przez swoją nieuwagę mała rozlała połowę zawartości  na swoje spodnie. Zaczęłyśmy wszystkie się śmiać i w końcu znowu pić. Po trzydziestu minutach siedzenia na kanapie usiadłyśmy na ziemi przy stoliku i grałyśmy ehh…. w pijane makao. Jak któraś przegrała musiała odpowiedzieć na pytania tego cwela, który wygrał. No kurwa dlaczego to ja musiałam zazwyczaj przegrywać.
            - Dobrze. Znowu Yumi. Odkąd jesteś w Japonii z iloma facetami spałaś? – Generalnie Alex nie rozmawia na ten temat, ale nadmiar alkoholu dawał się we znaki. Wredna, mała( oczywiście sarkastycznie) małpa!
            - Eto....no…
            - Mów to cholery jasnej ździro! – Odezwał się ten jebany Rusek.
            - Ok. No jeden….dwa – zaczęłam liczyć w pamięci niestety wspomnienia zaczęły wracać. Nie chciałam tego,  znowu zacząć tęsknić za dniami kiedy nie miałam problemów, a przynajmniej nie takie jak teraz. Popatrzyłam na Alex, która niecierpliwie czekała na moją odpowiedz, te jej oczy, które pamiętałam zawsze przepełnione smutkiem i rozpaczą. Teraz coś się zmieniło. Musiała wiele przejść, ale cieszę się widząc ją tutaj, teraz uśmiechniętą.
            - To ile w końcu? – Spytała moja przyjaciółka z dzieciństwa, patrząc na mnie tą zieloną głębią.
            - No jakoś czterech…

            - Suka! Puszcza się na prawo i lewo…. – krzyczała Kris. Uciszyłam ją kładąc palec na jej ustach. Czarna szminka zostawiła lekki ślad na mojej skórze. Wzięłam rękę, chciałam pójść po kolejną pepsi, ale musiałam pójść do drzwi bo rozległ się odgłos pukania. Otworzyłam je lekko. Moim oczom ukazała się ta wredna szm…yyy to znaczy moja sąsiadka. 
           - Chcę ci przypomnieć, że nie jesteś tu sama. Są też osoby, które chcą spać, więc ucisz swoją koleżankę. - Powiedziała ze wściekłością w oczach. Wyglądała jak typowa lalka Barbie. Utleniane blond włosy, niebieskie oczy i ta tapeta, boże tyle to nawet moi współpracownicy nie mają. 
          - Ohh, przepraszam najmocniej - powiedziałam sarkastycznie - już idę ją uspoko.... - nie dałam rady dokończyć, ponieważ między mną, a lalką Barbie pojawiła się niska postać.
          - Ty szmato! Masz coś do mnie? Jakbym miała tyle tapety to też bym się bała, że odpadnie jak będę się darła. W końcu masz jej tyle ile ja na ścianach!
Kobieta zrobiła się czerwona z gniewu i poszła do swojego mieszkania. Popatrzyłam na Kris. Ona tylko stała zadowolona z siebie. Przypominała moją przyjaciółkę, która teraz jest w Polsce ze swoim mężem i synkiem. Tęsknię za moim narodem, a bardziej za moją "rodziną" przyjaciółmi. Których mi tak bardzo brakowało przez te dwa lata spędzone w Japonii. Czy to naprawdę, aż tak długo? Poczułam jak do oczy napływają mi łzy, więc szybko odwróciłam wzrok od ciemnowłosej kobiety. 
         - Coś się stało? - niespodziewanie zapytała mnie Kris. Byłam bardzo zdziwiona jej słowami, powiedziała to bez przekrętów i z.... współczuciem? Może alkohol robi z nią coś dziwnego. - Yumi, coś się stało?
        - Nie. - odpowiedziałam szybko - chodź już do środka, bo zostawiłyśmy samą Alex z wódą!
        - No nie! Na pewno wszystko wychlała - mówiła Kris pędząc już przez korytarzyk mojego domu. Zamknęłam drzwi i pobiegłam do salonu. Zobaczyłyśmy jak ta żyrafa pochłania ostatnie krople wódki, które zostało u mnie w domu. JAK ONA ŚMIAŁA! Adachi siedziała na kanapie rozwalona jak typowy polak, który czeka, aż jego kobieta przyniesie mu obiad ehh. Spojrzałam na Kris, która kipiała złością. Podeszła wściekła do leniwca i zaczęła się drzeć, że ona też chciała, ale żadne z jej słów nie dochodziło już do zombie leżącego na miękkim mebelku. Podeszłam do krasnala i popchnęłam na drugi koniec kanapy. Nie miała siły nawet wstać, boże co one robiły. Podniosłam Alex i z trudem zaniosłam do wolnego pokoju. Potem wróciłam do Kris. Ściągnęłam z niej spodnie i okryłam kocem, który leżał na fotelu, poszłam do łazienki wziąć prysznic, ale nie dałam rady, więc ruszyłam do swojego pokoju, gasząc wszystkie światła. Moje królestwo. Liliowe, ściany, jasne panele i widok z okna na Tokio. Dwuosobowe łóżko z moją miękką pościelą koloru białego. Toaletka z kosmetykami, drewniane biurko, wielka szafa i komoda oraz pluszowy miś, który siedział na blacie. Przebrałam się w swoją niebieską, krótką, jedwabną koszulę nocną i położyłam do łóżka. Zamknęłam oczy i odpłynęłam w krainę snów, zostawiając wszystkie zmartwienia i problemy za sobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz